piątek, 26 maja 2017

O dedykacjach i mottach - cz. 2

   Ania z Avonlea została zadedykowana Hattie Gordon - nauczycielce Maud w Cavendish. Po wyjeździe panny Gordon do Oregonu, Maud zapisała w swoim pamiętniku:

I have lost a true friend - the only one in Cavendish
who sympathized with me in my ambitions and efforts.

   Hattie Gordon stała się pierwowzorem dla postaci panny Stacy.



   Jako motto Maud wykorzystała fragment poematu Johna Whittiera "Among the Hills":






  W kilku edycjach polskich przekładów zachowano zarówno dedykację, jak i motto:


Wydawnictwo Podsiedlik-Raniowski i sp., 1995
przekład: Jolanta Ważbińska

Mojej drogiej nauczycielce,
HATTIE GORDON SMITH
z podziękowaniem
za jej serdeczność i zachętę

Gdzie ona idzie, rozkwitają kwiaty
Na wąskiej ścieżce powinności
W nieczułe, twarde życie ona
łagodne tchnienie piękna wnosi





Wydawnictwo Zielona Sowa, 2000
przekład: Ireneusz Socha

Mojej byłej nauczycielce
Hattie Gordon Smith
za zrozumienie i zachętę
               wdzięczna i pamiętająca
                                 Autorka

Zostawia za sobą kwitnące gałązki,
A nasze sprawy  niedogodności,
I najmozolniejsze dnia obowiązki
Ubiera w piękno pełne lekkości.
John Greenleaf Whittier




Wydawnictwo Skrzat, 2013
przekład: Paweł Beręsewicz

Mojej dawnej nauczycielce
HATTIE GORDON SMITH
z wdzięcznością za jej ogromną życzliwość i wsparcie

Stąpając, kwietny znaczy ślad
W codziennym prostym trudzie,
Z nią dziwny czar ma szorstki świat,
Pięknieją przy niej ludzie.
                     Whittier




Wydawnictwo Literackie, 2005
przekład: Rozalia Bernsteinowa; inskrypcje tłumaczyła Agnieszka Kuc

Mojej byłej nauczycielce
Hattie Gordon Smith
z wyrazami wdzięczności
za słowa zachęty i okazaną życzliwość

Kwiaty strzelają spod jej stóp gdy ścieżką
Dni powszednie bieży,
Co w nas zwyczajne, codzienny trud
Obleka w kształt piękny i świeży
                           John Greenleaf Whittier




   W jednym wydaniu pozostawiono jedynie motto:

Wydawnictwo Siedmioróg, 1998
przekład: Dorota Kraśniewska




Pod jej stopami rozkwitają kwiaty
Gdy obowiązku ścieżkami kroczy
I nasze trudne, kanciaste życie
Zaczyna naraz piękniej się toczyć
                J.G. Whittier





wtorek, 23 maja 2017

Z "Naj"

   Dzisiejszy post dedykuję Anecie (jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, Aneto!) z Robótkowego blogu Uchomisia, od której dostałam swego czasu kopie dwóch artykułów, wyciętych z czasopism i zachowanych w czytelniczym skarbcu :) Dotyczą one życiorysu Maud - jeden z nich ukazał się w jakimś numerze Naj. Dziś już trudno ustalić, w którym..




Lucy Maud Montgomery
Najpierw pisała z miłości, potem dla pieniędzy
  
   Nim po sukcesie „Ani z Zielonego Wzgórza" zaczęła zarabiać na życie pisaniem, była wiejską nauczycielką, a swymi utworami zasypywała wiele redakcji.
W 1905 roku Lucy Maud Montgomery szukała pomysłu na opowiadanie do gazetki szkółki niedzielnej. Wertując stary notes, trafiła na informację o małżeństwie w podeszłym wieku, które z powodu pomyłki sierocińca zamiast upragnionego chłopca adoptowało dziewczynkę. Temat wydał się pisarce tak ciekawy, że postanowiła napisać coś więcej niż opowiadanie.
   „Ania z Zielonego Wzgórza" powstała w kilka miesięcy. Zimą 1906 roku Lucy Maud wysłała powieść do pięciu amerykańskich wydawnictw. Wszystkie odesłały maszynopis. Wzgardzony powędrował na rok do pudła na kapelusze. Kolejnej zimy Montgomery ponownie puściła go w obieg. Tym razem losami rudowłosej czarodziejki z Wyspy Księcia Edwarda zainteresowało się bostońskie wydawnictwo Page, które w ciągu 6 lat wznowiło książkę 37 razy! Wielbiciele rezolutnej Ani wciąż domagali się jej dalszych losów. Do autorki słały listy nie tylko rudowłose dziewczęta z całego świata, ale również misjonarze z Chin i pionierzy z australijskiego buszu.
   Jak wytłumaczyć niezwykłe powodzenie powieści? „Pisałam ją z miłości, nie dla pieniędzy. Często takie książki są najbardziej udane, tak jak wszystko na świecie, co nie pochodzi z wyrachowania" - wyznała Lucy Maud Montgomery.

Sny o bufiastych rękawach
   Pisarka urodziła się w rodzinie polityków i farmerów, dumnych ze swego pochodzenia kanadyjskich Szkotów. Gdy miała 2 lata, jej matka zmarła na gruźlicę. Ojciec, sklepikarz, powierzył córkę opiece teściów mieszkających na Wyspie Księcia Edwarda. Dziadkowie MacNeill byli ludźmi religijnymi, zasadniczymi i powściągliwymi. Nic nie miało dla nich takiego znaczenia, jak obowiązek i praca. Troszczyli się o zdrowie i wykształcenie wnuczki, ale jej nie rozumieli. Tak jak Ania z Zielonego Wzgórza mała Lucy Maud żyła w świecie wyobraźni. Czuła się brzydka i nieatrakcyjna. Marzyła o bujnej grzywce i o sukience z bufiastymi rękawami. Najchętniej rozmawiała sama ze sobą - na kartach dziennika. Pisała też wiersze.
   Mając 15 lat, zaczęła wysyłać swoje utwory do różnych redakcji. Nie dawało to dużych dochodów, więc po skończeniu college'u rozpoczęła pracę jako nauczycielka na zabitej deskami prowincji. Po śmierci dziadka musiała zaopiekować się babcią. Była przy staruszce do końca jej dni. Dopiero wtedy, mając 37 lat, zaczęła układać sobie życie.

Romantyczna buchalterka
   Poślubiła pastora Ewana MacDonalda, z którym potajemnie zaręczyła się 5 lat wcześniej. Wybór podyktowała konieczność - Lucy Maud trudno było spotkać na wsi kawalera dorównującego jej inteligencją i wykształceniem. W małżeństwie nie była zbyt szczęśliwa. Wkrótce po ślubie Ewan zapadł na chorobę psychiczną. „Przez 20 lat próbowałam utrzymać jego ataki w sekrecie, bo ludzie nie chcieli mieć chorego pastora. Aż ciężar ten zupełnie mnie przygniótł" - zwierzała się przyjacielowi, dziennikarzowi z prowincjonalnej gazety szkockiej. Korespondowali ze sobą przez kilkadziesiąt lat.
   Jako pastorowa Lucy Maud intensywnie pracowała. Chociaż była pierwszą damą Leaskdale (wsi na północ od Toronto), żoną i matką dwóch synów, brała również udział w licznych akcjach społecznych, które sama organizowała.
   Każdego ranka kilka godzin przeznaczała na pisanie - wydawcy nalegali bowiem na kolejne tomy błyskawicznie rozchodzących się powieści. Tak powstało dziesięć tomów opisujących losy Ani, jej dzieci i wnuków. Jednak pisała już tylko dla pieniędzy. Autorka tworzyła je z niechęcią, przy każdej kolejnej przyrzekając sobie, że raz na zawsze kończy z Anią, „która wisi nade mną jak zmora"- jak pisała w liście do przyjaciela.
   W 1939 r. zaczęła podupadać na zdrowiu, szybko męczyła się, stała się nerwowa. Jej świat zawalił się wraz z wybuchem II wojny światowej - wtedy pierwszy raz od ponad 35 lat straciła chęć do pisania. Zimą 1942 roku złożyła u wydawcy powstające przez wiele lat opowiadania. Nie doczekała wydania „Dalszych kronik Avonlea". Zmarła wiosną tego samego roku. W pogrzebie uczestniczyły tłumy wiernych czytelników.
Opr. Małgorzata Tomczyk