wtorek, 30 sierpnia 2016

„Burza w szkolnej szklance wody” śpiewająco

"Nie pójdę do szkoły"
(Maciej Wojtyszko)
 
Duma zraniona,
Kto taki ból pokona?
Przykrość ogromna
I mam być cicha i skromna?
 
Padło wyzwisko,
A mnie nie wolno pisnąć?
Fałsz oskarżenia,
A mnie się nie docenia?
 
Wszyscy broili,
A mnie się tylko wini?
Drwina i plotka
To jedno, co mnie spotka!
 
Nie pójdę do szkoły,
Choćby mnie łamali kołem!
Nie pójdę do szkoły,
Choćby mnie ciągnęli wołem!
 
Choć na torturach by mi przypalali piegi,
Choćby igłami przeszywali drobnym ściegiem,
Choćby żelazem rozpalonym bili w pięty,
Choćby mnie prosił jakiś prorok albo święty,
Choćby widelcem wywiercili w brzuchu dziurę,
Choć sam Mateusz by mi zrobił awanturę.
Choć między żmije by wrzucili mnie -
Postanowiłam,
Postanowiłam,
Postanowiłam, że do szkoły -
Nigdy nie!
 
 
 
  • http://www.e-teatr.pl - program teatralny z tekstami piosenek i nagrodzonymi pracami plastycznymi

niedziela, 28 sierpnia 2016

Pachnie i smakuje Zielonym Wzgórzem

   Kiedy chleb z płaskurki grzecznie wyrastał w formie w cieple dzisiejszego wieczoru, zabrałam się za Ciasteczka przekładane, ze zbioru przepisów Maud. Trochę zmieniłam recepturę – ponieważ na orzechy włoskie jest jeszcze za wcześnie, a ubiegłoroczne zapasy dawno już się skończyły, ciastka posypałam zmielonymi migdałami.
  
   Elaine i Kelly Crowford piszą w Kuchni z Zielonego Wzgórza:
 
„Maud musiała bardzo lubić te ciastka, gdyż często wspomina w zapiskach, że przygotowywała ciasteczka warstwowe na rozmaite spotkania towarzyskie, w tym na ślub Marion Webb.”
  
A oto przepis:
Pierwsza warstwa:
  • ½ szklanki masła
  • 1 szklanka białego cukru
  • 2 ubite jajka
  • ½ łyżeczki wanilii (½ laski)
  • 1 ½ szklanki mąki pszennej, tortowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki soli
    Masło utrzeć z cukrem. Dodać jajka, wanilię, mąkę przesianą z solą i proszkiem do pieczenia. Wyłożyć na blachę (rozmiar ok. 23x33 cm).
  
Druga warstwa:
  • 1 białko
  • 1 szklanka jasnego brązowego cukru
  • ½ łyżeczki wanilii (½ laski)
  • ¾ szklanki siekanych orzechów włoskich (lub migdałów)
 
   Ubić pianę, dodać cukier i wanilię. Rozsmarować na pierwszej warstwie. Posypać siekanymi orzechami / migdałami.
  
   Piec przez 30 minut w 180ºC. Po wyjęciu zaznaczyć na powierzchni porcje ciastek. Po wystudzeniu pokroić. Ja piekłam przez 20 minut – wierzch już się zrumienił, ale ciasto pod bezą było wilgotne, zaznaczyłam więc porcje i jeszcze przez 15 minut piekłam z włączoną tylko dolną grzałką.
 
 

 
   Ciastka idealne! Połączenie miękkiego ciasta i chrupiącej bezy daje ciekawą strukturę. Trochę w tym przypominają ciasteczka krakowskie.
 
 
 
 
P.S. Chleb zbiesił się i w piekarniku zaszalał do tego stopnia, że wyjęcie go z formy w całości było prawie niewykonalne - teraz nie trzeba go kroić ;), ale za to jak pachnie!!!
 
 
 
  • Elaine Crawford, Kelly Crawford; Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy Lucy Maud Montgomery, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2007, ISBN: 978-83-08-0095-9

Czy wiemy coś o Rozalii Bernsteinowej? + aktualizacja

   Czy wiemy coś o Rozalii Bernsteinowej? Odpowiedź na to pytanie jest krótka: „Niewiele”. Jedyną pewną informacją o tłumaczce jest spis tytułów książek, które przetłumaczyła. Najwcześniejszą powieścią tłumaczoną przez Rozalię Bernsteinową był Redaktor Lynge Knuta Hamsuna. Książka norweskiego pisarza ukazała się w 1893 roku, a już rok później wydało ją na ziemiach polskich wydawnictwo T. Paprockiego w przekładzie właśnie Bernsteinowej (wg Bibliografii Polskiej Karola Estreichera książkę wydano w 1895 roku, jednak już w czasopismach z listopada 1894, można znaleźć recenzje Redaktora). Ostatnim tytułem przetłumaczonym przez Rozalię Bernsteinową była Ania z Avonlea, wydana w 1924 roku. Jeśli założyć, że pierwszego tłumaczenia Bernsteinowa dokonała najwcześniej w wieku około 20 lat, to można szacować, że urodziła się najpóźniej na początku lat 70-tych XIX wieku. Czy to, że z cyklu o Ani, tylko dwie pierwsze części zostały przez nią przetłumaczone, należy wyjaśnić śmiercią tłumaczki? Miałaby wtedy co najmniej ok. 50 lat. Do tej pory w zbiorach bibliotek cyfrowych nie natknęłam się np. na jej nekrolog – bądź co bądź, książki o Ani Shirley cieszyły się dużą poczytnością, informacja o odejściu ich tłumaczki mogła być podana do publicznej wiadomości. A może Bernsteinowa w tym czasie wyemigrowała z rodziną? Następne części przełożyła już Janina Zawisza-Krasucka.
   Bernsteinowa tłumaczyła w sumie z czterech języków obcych:
  1. angielskiego:
    -       Ania z Zielonego Wzgórza
    -       Ania z Avonlea
  2. norweskiego:
    -       Historja o Cesi sierotce
    -       Dzieciństwo mateczki, tej z nad dalekiego, cichego fjordu
    -       Siostrzyczka
    -       Redaktor Lynge 
  3. duńskiego:
    -       Podróż do morza lodowatego
    -       Pan Słota i panna Słoneczko
    -       O czterech władcach ziemi: opowiadania
    -       Dwunożny ujarzmiciel sił przyrody
    -       Dziennik Julii
  4. szwedzkiego:
    -       Przygoda Janka w wieczór wigilijny
    -       Królowa elfów i inne powiastki : dla dzieci do lat 7
    -       Przebudzenie się ogrodu
    W przedwojennych czasopismach dla dzieci (gł. Moim Pisemku wydawanym przez Michała Arcta) można także znaleźć opowiadania tłumaczone przez Bernsteinową (także z języków skandynawskich):
-       Czapka za talara
-       Myszka domowa i myszka polna
-       Bąbliki
-       Płaszcz Józefa
-       Ojciec lis
-       Pliszki
-       Zima
 
            Poniżej zamieszczam zdjęcie z karty tytułowej z Podróży do morza lodowatego tłumaczonej przez Rozalię Bernsteinową.
 
   Jak na tamte czasy, Rozalia Bernsteinowa (czy była żoną jakiegoś Bernsteina?; w niektórych archiwaliach bibliotek cyfrowych spotykałam się z pisownią: „Bernstein”), musiała odebrać gruntowne wykształcenie. Znajomość czterech języków obcych, w tym trzech należących do grupy trudniejszych do opanowania, nawet w dzisiejszych czasach nie jest czymś powszechnym. Gdzie się ich nauczyła? Może pochodziła z rodziny, która np. mieszkała w Skandynawii??
   A może nazwisko jest tylko pseudonimem? Albo imię, albo jedno i drugie!... Sprawdzałam w bibliotekach cyfrowych rekordy typu: „Róża Bernstein”, „Rachela Bernstein” (takie imiona pojawiają się w programach teatralnych do „Ań z Zielonego Wzgórza” wystawianych w różnych teatrach) – nie naprowadziło mnie to na żaden sensowny ślad.
   W świetle takich rozważań i skąpych informacji, równie prawdopodobną hipotezą może być to, że pod Rozalią Bernstein / ową kryje się nie tłumaczka, a tłumacz.
   Autorka artykułu opublikowanego w Guliwerze, pt. „Kim była Rozalia Bernsteinowa? (rozważania biograficzno-detektywistyczne)”, Dagmara Czarnota, uwzględniając nazwisko tłumaczki, poszukiwała informacji w niektórych stowarzyszeniach i forach zrzeszających społeczność żydowską – jednak bez rezultatu.
   Być może informacji dostarczyłyby archiwa państwowe (np. spisy ludności, akty ślubów, zgonów)...
 
   Rozalia Bernsteinowa pozostawiła po sobie kilkanaście przekładów, z których dwa, chociaż zmieniane wraz z ewoluującym językiem, utrwaliły się w pamięci wielu następnych pokoleń polskich czytelników. I choć dom, który przygarnął Anię Shirley, ze wzgórzem nie ma nic wspólnego, dzisiaj trudno nam sobie wyobrazić, że Marchewka mieszkała gdzieś indziej, niż na Zielonym Wzgórzu.
 

Koniecznie zajrzyjcie na blog Dom Echa/Echo Lodge:
http://dom-echa.blogspot.com/2016/09/kim-bya-rozalia-bernsteinowa.html

 
 
  • Narodowa Biblioteka Cyfrowa POLONA
  • Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa
  • Dagmara Czarnota, Kim była Rozalia-Bernsteinowa? (rozważania biograficzno-detektywistyczne), Guliwer, 3(113), 2015

czwartek, 25 sierpnia 2016

O kolejnej produkcji RKO

   Choć w polskich kinach przedwojennych filmów o Ani Shirley nigdy nie pokazywano, prasa społeczno-kulturalna pisała o tych ekranizacjach. W jednym z numerów warszawskiego tygodnika Świat, z 20 maja 1939 roku, w artykule Świat Filmu można było przeczytać taką informację:
 
 
 

 
ANIA Z POD PŁACZĄCYCH WIERZB
   „Ania z pod płaczących wierzb” – powieść L. M. Montgomery została zakupiona przez wytwórnię RKO. dla zrealizowania jej na filmie z Ann Shirley w roli głównej. RKO. zastrzegło sobie równocześnie prawa do wszystkich książek, które słynna powieściopisarka napisze w najbliższym czasie.
  Nazwisko Montgomery jest doskonale znane w świecie literackim w Ameryce i Europie. Słynna książka tej powieściopisarki p. t. „Ania z Zielonego Wzgórza”, tłumaczona prawie na wszystkie języki świata, znalazła swój wyraz w transpozycji filmowej w roku 1935. Film ten stworzył w Ameryce nową wielką gwiazdę, pokazując światu 15-letnią Ann Shirley jako całkowicie „dojrzałą” gwiazdę.
    „Ania z pod płaczących wierzb” to nowa powieść Montgomery, której to powieści wróżą równie wielkie powodzenie jak „Ani z zielonego wzgórza”

 
 
   Film, o którym mowa, miał swoją premierę w 1940 roku. Wytwórnia RKO Radio Pictures obsadziła w roli głównej odtwórczynię roli Ani z ekranizacji pierwszej części cyklu, Dawn Evelyeen Paris – występującej już wtedy pod pseudonimem Ann Shirley. Rolę Gilberta zagrał Patric Knowles.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
   Zwraca uwagę samodzielne tłumaczenie tytułu przez autora artykułu. Powieść, na podstawie której zrobiono opisywany film, ukazała się w 1936 roku. Wydania amerykańskie i kanadyjskie nosiły tytuł „Anne of Windy Poplars” (wydawcy zażądali zmiany pierwotnej wersji z uwagi na podobieństwo do The Wind in the Willows Kennetha Grahame’a). Wydania m.in. brytyjskie nosiły oryginalny tytuł, nadany przez autorkę: „Anne of Windy Willows”. Podobna sytuacja miała miejsce z tytułami filmów. Autor powyższego artykułu przetłumaczył więc brytyjski tytuł ekranizacji.
 
   Pierwsze polskie tłumaczenie tej części serii o Ani ukazało się dopiero w 1977 roku nakładem Naszej Księgarni i było to tłumaczenie wersji amerykańskiej (uwzględniające także usunięte w tej edycji fragmenty powieści). Najnowsze wydania także ukazują się pod tym tytułem, ale już są kompletne jeśli chodzi o tekst. Jest jednak jedno tłumaczenie, które zawiera i oryginalny tytuł, i tekst. To Ania z Szumiących Wierzb w tłumaczeniu Rafała Dawidowicza wydana przez Klasykę.
 
 
 
  • Narodowa Biblioteka Cyfrowa POLONA
  • www.cinematerial.com
  • www.imdb.com
  • zachowałam oryginalną pisownię i styl

środa, 24 sierpnia 2016

Nassenheide / Rzędziny

    Dawniej Nassenheide, dziś – Rzędziny. Mała wieś położona ok. 20 km w linii prostej od centrum Szczecina. Wydawałoby się, że niepozorna: trochę nowych zabudowań – powojennych i tych całkiem nowych, niektóre odcinki drogi z zachowanym brukiem, szkoła…  Istnieją tu też budynki powstałe przed I wojną światową – część z nich w kompletnej ruinie.




   Dlaczego na blogu poświęconym twórczości Lucy Maud Montgomery w Polsce piszę właśnie o Nassenheide / Rzędzinach? Wczoraj natknęłam się na małą nić, która łączy tą wieś z inną, położoną w Kanadzie – z Cavendish, gdzie 20 maja 1905 roku niespełna 31-letnia Maud Montgomery zapisała w swoim dzienniku:
   „[…] My dear garden! Early in April I took the boughs off my tulip and daffodil bed. I didn’t expect to see anything growing soon; but there were tiny darling baby spikes up two inches! Oh, the joy of it! The way I felt was a prayer!
   Since then every day has its own dear miracle of growth. I feel as if I were assisting at creation. I have a big yellow daffodil on the table beside me now – a very star of the year. All the lost sunshine of old summers has gone to colour it. Of course flowers have souls! I’ve known roses I expect to meet in heaven. […]
   I brought home a library book the other night – “Elizabeth and her German Garden” – taking it as Hobson’s choice because I couldn’t get anything else. I didn’t know anything about it, didn’t think it was worth much, and made no haste to read it. Finally last Thursday I began it. Before I had read a chapter I was ready to kick myself for not having found out what it was before.
   It was delightful – the whole book. My “twin soul” must live in Elizabeth – at least, as far as gardening is concerned. She has said hundred things that I always meant to say when I had thought them out sufficiently. I shan’t have to say them now – Elizabeth has done it so well.”



   W tłumaczeniu Ewy Horodyskiej, z zapisku z tego dnia wycięto początkowy fragment o kwiatach – a szkoda, bo wyjaśniałby zachwyt pisarki nad lekturą (że nie wspomnę wycięcia „wyboru Hobsona”, ale to już dygresja…):



   „Przedwczoraj wieczorem wypożyczyłam z biblioteki książkę zatytułowaną „Elizabeth i jej niemiecki ogród” – wzięłam ją, ponieważ nic innego nie było. Nie znałam jej, nie sądziłam, by miała jakąś wartość i dlatego ociągałam się z czytaniem. W końcu zabrałam się za nią w zeszły czwartek. Zanim jeszcze skończyłam pierwszy rozdział, miałam ochotę wytargać się za uszy za to, że nie odkryłam książki wcześniej.
    Okazała się zachwycająca – cała. Elizabeth musi być moją „duchową bliźniaczką” – przynajmniej gdy mowa o ogrodach. Sto razy wypowiada uwagi, które zawsze chciałam wygłosić. Teraz już nie muszę nic mówić – Elizabeth wyraziła to lepiej.”
   Maud pisze w pamiętniku o książce, której autorką była Elizabeth von Arnim. Mary Annette Beauchamp była Angielką. Urodziła się w Nowej Zelandii, jej ojciec był kupcem. Kiedy miała 25 lat, przyjęła oświadczyny Henninga von Arnima – byłego oficera pruskiej armii – „Gniewnego”, jak o nim pisała. W swoim małżeństwie hrabina von Arnim czuła się samotna i nieszczęśliwa. W 1896 roku przyjechała do Nassenheide – pomorskiej posiadłości męża, by otworzyć, zgodnie ze zwyczajem, nową szkołę. W majątku tym mieszkała przez kolejne dziesięć lat – została tu z powodu ogrodu… Przywróciła do życia pałacowy park – sama w nim pracowała, zgłębiała tajniki ogrodnictwa, projektowała klomby. W 1898 roku opublikowała swoją pierwszą książkę-dziennik ogrodniczki Elizabeth and her German Garden. Jej miłość do ogrodu, bijąca wprost z tej książki, przeplata się z ironią, humorem i odwagą. Swoje pierwsze książki podpisywała po prostu "Elizabeth" (i tak właśnie pisze o niej Maud). Elizabeth von Arnim nie dała się wcisnąć w szablon „pruskiej żony” – jej losy były burzliwe, a twórczość literacka znacząca. Jej pierwsza książka zaczyna się od słów: „Kocham swój ogród.” – nic dziwnego, że taka sama miłośniczka ogrodu, jaką była Maud, uznała ją za “twin soul”! Mała wieś i jej piękny ogród zdobyły literacką nieśmiertelność.



   Dzisiejszego popołudnia wybrałam się do Rzędzin z dwojgiem wspaniałych ludzi, którzy pracują w tej samej szacownej instytucji, co i ja – Magdą i Marcinem. Szukaliśmy śladów domu Elizabeth von Arnim. W sieci znalazłam informację, że z pałacyku zachowały się tylko trzy stopnie schodów, a część parku jest w posiadaniu prywatnym. Zanim dojechaliśmy do Rzędzin, po drodze zatrzymaliśmy się w Buku, gdzie całkiem niedawno stanął pomnik Elizabeth – jedyny taki na świecie. Tuż obok kościoła, do którego czasami uczęszczała, w otoczeniu ukochanych róż stoi Ogrodniczka z pękiem tych kwiatów:


 





   Założenie parkowe w Rzędzinach, poza częścią która dzisiaj jest własnością prywatną, ogrodu Elizabeth, niestety, w niczym nie przypomina. Park był bardzo rozległy, przecięty strumieniem, którego koryto wyschło. Trudno jest doszukać się wytyczonych alejek – całe poszycie porastają jeżyny, maliny (pyszne!!) i pokrzywy. Zachował się jednak drzewostan – majestatyczne dęby i buki strzegą tego miejsca ciemną zielenią liści i grubymi konarami. Przedzierając się przez chaszcze, natknęliśmy się w kilku miejscach na pozostałości po zabudowaniach, jednak schodów pałacowych nie znaleźliśmy (choć, jak później się okazało, przechodziliśmy obok miejsca, gdzie zarastają je krzewy).












   Poradzono nam, żeby przyjechać, kiedy drzewa zrzucą liście, najlepiej zimą – wtedy łatwiej będzie dotrzeć do ruin. Misji, w takim wypadku, będzie ciąg dalszy!
   Dziękuję Magdzie i Marcinowi, że mogłam razem z Nimi szukać śladów Ogrodu Elizabeth! To było piękne popołudnie!





   Dziękuję też mieszkańcom Rzędzin: Panu, który „tutaj nie mieszka”, Panu na rowerze za wskazanie drogi, Panu w fajnej koszulce, który dał dalsze wskazówki i przemiłej Pani z psem, z którą ucięliśmy sobie krótką pogawędkę o Elizabeth i jej ogrodzie.



  • http://www.krajoznawcy.info.pl/pomorska-wioska-uwieczniona-w-literaturze-25967
  • https://www.google.pl/maps/place/Rz%C4%99dziny/data=!4m2!3m1!1s0x47aa13748b9d4cdb:0x4dc59ac1a76c1512?sa=X&ved=0ahUKEwiNoo3BqNjOAhVH8ywKHTI_DLoQ8gEIYjAK
  • http://www.wydawnictwomg.pl/elizabeth-i-jej-ogrod/
  • L. M. Montgomery, Pamiętniki. Uwięziona dusza, Nasza Księgarnia, Warszawa, 1996, s. 139
  • L. M. Montgomery, The Complete Journals of L.M. Montgomery: The PEI Years, 1901-1911, Oxford University Press, Don Mills, Ontario, p.129


P.S. I w Buku, i na odjezdnym w Rzędzinach, przyglądały nam się koty...może to i przypadek, ale czasami w nie nie wierzę... ;)



wtorek, 23 sierpnia 2016

"Historynka" odnaleziona

Znalazłam Historynkę! Projekt okładki został przedstawiony na Międzynarodowej Wystawie "Sztuka i Technika" w Paryżu w 1937 roku. Jej reprodukcja znalazła sie także w katalogu wystawienniczym przygotowanym przez polską sekcję.

 
 
 
 
  • "Catalogue officiel de la section polonaise à l'exposition internationale artset techniques dans la vie moderneParis, 1937", Warszawa, Galewski i Dau, J127 (str. 145 i 164) (udostępniony w Bibliotece Narodowe POLONA)

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Wymarzony Dom Ani" - recenzja

   Była już okładka Wymarzonego Domu Ani, teraz będzie recenzja. Odnalazłam ją w Kurierze Warszawskim, z 12 maja 1931 roku.





  • Narodowa Biblioteka Cyfrowa POLONA

niedziela, 21 sierpnia 2016

Z katalogów bibliotecznych

   Uniwersytet Jagielloński, na stronie swojej Biblioteki, udostępnia karty z tzw. Katalogu Podstawowego (Starego), ewidencjonującego egzemplarze wydane do 1949 roku. Są wśród nich także wpisy dotyczące książek Lucy Maud Montgomery:
 
 
 
 
 

Dom Ani okiem lat 30-tych

   Nawiązując do komentarzy pod wpisem Pierwsze wydanie „The Story Girl”, chciałabym dzisiaj przedstawić inny przykład anachronizmu w polskich wydaniach książek Maud. Jest nim okładka Wymarzonego Domu Ani. Powieść ukazała się w 1931 roku nakładem Wydawnictwa Arcydzieł Literatur Obcych RETOR, a przetłumaczył ją Stefan Fedyński. Egzemplarz książki znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej:

   Zwróćcie uwagę na Wymarzony Domek (!). Akcja powieści rozgrywa się na początku lat 90-tych XIX wieku, kiedy Ania Blythe ma ok. 25-27 lat. Dom przedstawiony na okładce książki to przykład stylu art-déco, który panował w sztuce, także użytkowej, od lat 20-tych do początku lat 40-tych XX wieku. W tym czasie właśnie wydano polskie tłumaczenie Anne's House of Dreams.
 


domy zbudowane w stylu art-déco




   Ilustracja na okładce opatrzona jest sygnaturą "AHOR". Autorem grafiki był Artur Horowicz, który dla RETORA zaprojektował także okładkę Ani na uniwersytecie.
   Artur Horowicz (1898-1962) był cenionym grafikiem, rysownikiem i designerem; swoje umiejętności ukształtował jako uczeń Miłosza Kotarbińskiego i Emila Orlika. Od 1927 roku do wybuchu wojny pracował jako rysownik w Ministerstwie Spraw Wojskowych, potem służył w Polish Air Force i Polish Air Ministry w Wielkiej Brytanii. Był autorem ilustracji do wielu innych książek, m.in. Arkadego Fiedlera (Dywizjon 303) i Kazimierza Przerwy-Tetmajera (Na skalnym Podhalu) oraz plakatów filmowych i reklam.

 
  • skany okładek pochodzą z zasobów Biblioteki Narodowej i własnej
  • zdjęcia:
http://decor.966v.com/static_images/20160818/24cc1eb6f1d5ef63d309cf629bb78b005bd3333b038aa44eeb9d3653.jpg
http://modculture.typepad.com/.a/6a00d83451cbb069e20133f39b164a970b-pi
  • informacje o ilustratorze:
http://www.witkacologia.eu/uzupelnienia/Horowicz.html
http://www.posterpage.ch/reviews/re97film/re97film.htm
http://starekosmetyki.blogspot.com/2011/04/reklamy-sygnowane.html



piątek, 19 sierpnia 2016

Z "Dziennika Łódzkiego"

   "Tam, gdzie Zielone Wzgórza Ani"... Tak Ludwik Arendt, korespondent PAP, zatytułował artykuł, który ukazał się 30 października 1987 roku w Dzienniku Łódzkim. Fragment o Wyspie Księcia Edwarda przeczytajcie sami...



czwartek, 18 sierpnia 2016

Recenzji nigdy dość

   Przedwojennych recenzji Ani z Zielonego Wzgórza było mnóstwo - kilka z nich już poznaliście. Na dzisiaj wyszukałam kolejną. Była to recenzja pierwszego wydania. Pojawiła się w ramach artykułu omawiającego wydawnictwa gwiazdkowe, który 23 grudnia 1911 roku został wydrukowany w Izraelicie.
 
 
   Powieścią o wyjątkowej wartości literackiej jest utwór angielskiej pisarki Anny Montgomerry. „Ania z zielonego wzgórza" to pełne talentu dzieło, które z rozkoszą odczytywać będą nawet ludzie dorośli. Autorka wprowadza nas w świat wrażeń dziewczęcych, podpatrzonych żywcem, a przeniesionych na papier śmiałym rzutem istotnego talentu. Rzecz cała, nie pozbawiona głębokiego podkładu społecznego, napisana jest z żywą plastyką, z poczuciem subtelności i artystycznem umiarkowaniem; akcja powiązana jasną i jednolitą fabułą. Główna postać tego utworu przykuwa przez cały czas uwagę czytelników. Ania czarem swojej pięknej, niewymownie wrażliwej duszyczki podbija całe otoczenie. Dojrzalszym czytelnikom powieść ta sprawi przyjemność, jaką sprawiają letnie powiewy z wonnych łąk, albo pieszczota anielskich stworzeń. Gorąco polecamy rodzicom tę książkę, która powinna się znaleźć w każdej bibljoteczce. Raz jeszcze powtarzamy, iż dzieło to, pełne pieniącego się w niem życia radosnego i humoru, wywoła w każdym czytelniku szlachetne, najlepsze uczucia. – Przekład książki jest doskonały.
 
 
 

 
 
  • Narodowa Biblioteka Cyfrowa POLONA
  • zachowałam oryginalna pisownię i styl

Opowiadanie Maud w polskim tygodniku

   Dla odmiany, w niniejszym poście, nie będę sięgać daleko w przeszłość. Cofnijmy się do 27 lutego 1994 roku. Tego dnia ukazał się Przekrój, w którym wydrukowano opowiadanie Maud Montgomery, zatytułowane „Przeznaczenie”. Jego oryginalny tytuł brzmi: „Kismet” – myślę, że tłumaczka, Joanna Kazimierczyk, niepotrzebnie użyła synonimu dla tego pojęcia. „Kismet” to słowo pochodzące z języka tureckiego, oznaczające: fatum, zrządzenie, poddanie się wyrokom losu, przeznaczenie właśnie. Zastąpienie słowa trudnego łatwym, zapewne miało na celu ułatwienie czytelnikom odbioru, ale chyba nieco spłyciło sens tytułu.
   W tym samym roku, Przeznaczenie zostało opublikowane w zbiorze opowiadań Panna młoda czeka, wydanym przez Novus Orbis (tomik wznowiono jeszcze w 1999 roku).
 
 
 
 
 

 
 
   A tak wyglądało opowiadanie w oryginale…


  
 
   Jeśli chcecie przeczytać inne opowiadania (i nie tylko) w oryginalnych publikacjach, zajrzyjcie na stronę kolekcji KindredSpaces, którą tworzy L. M. Montgomery Institute działający przy University of Prince Edward Island: http://kindredspaces.ca/
 
 
  • Małopolska Biblioteka Cyfrowa
  • The Canadian magazine : [Vol. 13, no. 3 (July 1899)], CIHM number 8_06251_77, from Early Canadiana Online http://eco.canadiana.ca/
  • https://merlin.topmall.ua/media/300x452/000/003/825/56ba658493424.jpg

 

środa, 17 sierpnia 2016

Cytując słowa pisarki…

   Mały przegląd był dodatkiem do Naszego przeglądu. W jednym z numerów, z 1937 roku, w kolumnie zatytułowanej „Odpowiedzi czytelników. O książkach”, niejaka Nina Z. z dezaprobatą pisze o dostępnej ówcześnie literaturze dla dzieci:
 
 
 
   Często zastanawiam się nad głupotą wszystkiego, co jest przeznaczone dla dzieci. Książki są pisane bez żadnego uczucia i sensu. Mogę śmiało przytoczyć słowa A. France'a: „Autor stara się zniżyć do ich poziomu, zamiast wznieść je do swego".
   Czy można porównać piękne bajki Andersena, braci Grimm lub Jachowicza z tandetą, która ciągle ukazuje się w sprzedaży? Mówię o książkach dla dzieci, ponieważ my, młodzież, mamy dużo pięknych książek.
   Bronią przeciw książkom „dla grzecznych dzieci" są słowa L. A. Montgomerry: „Gdyby się pisało książki o grzecznych dzieciach, to byłyby one tak nudne, że niktby ich nie chciał czytać".
 
 
 
   Skąd ten cytat? Z drugiego tomu trylogii o Emilce Byrd Star – Emilka dojrzewa, oczywiście w przekładzie Marii Rafałowicz-Radwanowej.