wtorek, 31 stycznia 2017

Recenzja w "Kurjerze Warszawskim"

   Poniżej przedstawiam Wam krótką recenzję Ani z Zielonego Wzgórza, która pojawiła się jako jedna z pierwszych. Numer Kurjera Warszawskiego, w którym się ukazała, wyszedł 16 grudnia 1911 roku.





  • ze zbiorów e-Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego



poniedziałek, 30 stycznia 2017

Źródło sukcesu "Ani"?

   W czym tkwi sukces, jaki powieści Lucy Maud Montgomery odniosły wśród polskich czytelników? Dlaczego wciąż urzekają kolejne ich pokolenia? Odpowiedź nie jest tu jednoznaczna, a o całym zagadnieniu można by długo debatować. Nie mam tu jednak takiego zamiaru - oddaję głos tym, którzy Anię z Zielonego Wzgórza kupowali ponad osiemdziesiąt lat temu na przykład w księgarni Arcta :)
   Artykuł, który poniżej przytaczam, ukazał się w Kurjerze Warszawskim z 8 marca 1929 roku.




  • ze zbiorów e-Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego

niedziela, 29 stycznia 2017

Jak zmieniał się przekład - rozdział 3

   Na piękną styczniową niedzielę przygotowałam analizę zmian redakcyjnych kolejnego, trzeciego rozdziału Ani z Zielonego Wzgórza.
   Dla przypomnienia, pracowałam z egzemplarzami z lat: 1911/12, 1925, 1928, 1936, 1939, 1947, 1956 (redagowany przez Dżennet Połtorzycką), 1973 (jeden z ostatnich nabytków), 1976 i 1990 - te trzy ostatnie redagowane przez Stanisława Zielińskiego.
   A oto, czym się różnią poszczególne redakcje:

  • Połtorzycka zmieniła pierwsze zdanie, z:

Na odgłos kroków brata, Maryla szybko wybiegła na jego spotkanie.
na:
Gdy Mateusz otworzył drzwi, Maryla wybiegła szybko na jego spotkanie.

W tej wersji wierniej odpowiada ono oryginałowi:
Marilla came briskly forward as Matthew opened the door.


  • Maryla, w dialogu z Mateuszem, mówi:

Wszakże prosiliśmy panią Spencer, żeby go przywiozła.
 I tak zdanie to brzmi przynajmniej do wydania z 1935. W kolejnym, które posiadam, z 1939, „wszakże” zamieniono na „przecież”.

  •  Mateusz, odpowiadając jej, używa słowa „dziewczyna”, które już w wydaniu z 1928 zastępuje „dziewczynka”.
  • Połtorzycka, w 1956, przeredagowuje nieco tą odpowiedź Mateusza:
 z:
 „Tak, ale nie uczyniła tego. Przywiozła właśnie tę dziewczynkę. Pytałem zawiadowcę stacji,
ale ten powiedział, że Pani Spencer zostawiła tylko ją. I musiałem ją zabrać do domu.
Nie można było zostawić dziecka na pustej stacji, nawet jeśli zaszła jakaś pomyłka.”

na:

„Tak, ale nie uczyniła tego. Przywiozła właśnie tę dziewczynkę. Pytałem zawiadowcy stacji. Musiałem więc zabrać ją do domu. Nie można zostawić dziecka na pustym dworcu,
nawet jeśli zaszła jakaś pomyłka.”

I ta wersja także wierniej odpowiada oryginałowi.

  • Bernsteinowa zapisała: „oczy jej krążyły od Maryli do Mateusza”; Połtorzycka zamieniła „oczy” na „spojrzenie”.
  • Przy nazwisku Ani, Bernsteinowa dodała odsyłacz z zapisem fonetycznym: „Szyrli”, które w wydaniu z 1947 zamieniono na: „Szyrliey”; w kolejnych redakcjach zrezygnowano z przypisu.
  • Do 1939 roku Ania uważa, że imię „Kordelia” (do wydania z 1935 zapisywane jako „Kordelja”) jest „ładniejsze”, a od 1947 – „najładniejsze”.
  • W pierwszym wydaniu Ania prosi, by nie nazywać ją „Ańdzią” – w 1928 zapisywano już tą wersją imienia jako: „Andzia”.
  • Bernsteinowa pominęła informację, że Maryla podnosi imbryk z herbatą, kiedy odpowiada jej, że „to wszystko jedno” – u Połtorzyckiej imbryk już jest wspomniany.
  • W dalszej części dialogu Ania początkowo mówi:

[...] Ańdzia wygląda ohydnie, Ania zaś delikatnie

Od redakcji Połtorzyckiej:
[...] Andzia wygląda ohydnie, Ania zaś o tyle bardziej dystyngowanie


  • Kiedy Maryla pyta, czy pani Spencer wiozła jeszcze jakieś dziecko, Ania u Bernsteinowej odpowiada:


Owszem, zabrała Lutka Jonesa dla siebie. Lutek ma zaledwie
pięć lat i jest bardzo piękny. Ma ciemne, kasztanowate włosy.
 

I jest to najbardziej zadziwiający fragment w tym rozdziale przekładu Rozalii Bernsteinowej, ponieważ z panią Spencer nie jechał żaden chłopiec, tylko druga dziewczynka: Lili Jones (!). Właściwą płeć dziecka i imię przywróciła Połtorzycka w 1956 roku.

  • W pierwotnym przekładzie Bernsteinowej Maryla przygotowała dla chłopca „komórkę obok kuchni”, którą Połtorzycka zamienia na „izdebkę obok kuchni”.
  • W tym samym akapicie mowa jest o „pokoiczku na facjatce”, o którym dopiero w redakcji Połtorzyckiej zaznaczono, że wychodzi na wschód.
  • W przekładzie Bernsteinowej sień, przez którą przechodzą Ania z Marylą „była także bez zarzutu”, zaś po redakcji Połtorzyckiej była „nienagannie czysta”.
  • W domu sierot, z którego Ania przybyła, wszystko jest najpierw „bardzo szczupło wymierzone”, a od 1956 roku „nigdy nie ma niczego pod dostatkiem”.
  • Kiedy Maryla przychodzi do pokoiku po świecę, kołdra na łóżku kryjąca Anię, jest „nastroszona”, a od 1956 – „wzburzona”.
  • Następnie Maryla układa ubrania Ani na „nizkim, ceratowym krześle”... W oryginale ten fragment brzmi: „on a prim, yellow chair”; Połtorzycka redaguje ten fragment: „na niskim, żółtym krześle”.
  • Połtorzycka dodała, poprawnie, że Maryla życzyła Ani dobrej nocy „jakimś dziwnym głosem, w którym jednak nie czuć było niechęci”.
  • W opisie sceny, w której rodzeństwo rozmawia o Ani, Bernsteinowa zapisała: „Mateusz palił fajkę – niewątpliwa oznaka złego humoru.”; Połtorzycka w 1956 roku zmieniła w tym miejscu przekład na: „Mateusz palił fajkę – niewątpliwa oznaka zafrasowania.”, co wierniej odzwierciedlało tekst oryginalny; dodała też pominięte przez Bernsteinową słowa: „[...] uważając, że każdy mężczyzna musi się jakoś wyładować”.
  • Bernsteinowa, choć w pierwszym rozdziale nie pominęła informacji o „służącym Roberta Spencera”, przez którego Maryla posłała prośbę do Pani Spencer, w rozdziale trzecim tłumaczy niekonsekwentnie: „Prawdopodobnie służący pani Spencer przekręcił treść naszej prośby” (pomimo, że w oryginale wciąż jest Robert Spencer); Połtorzycka poprawiła ten błąd: „Prawdopodobnie służący Roberta Spencera przekręcił treść naszej prośby”.




piątek, 27 stycznia 2017

Śladami polskich wydawców Maud - cz. 4

   Jeśli Barcelona w wyobraźni Zafóna miała swój Cmentarz Zapomnianych Książek, to śmiem sądzić, że historia Warszawy ma swoją Zapomnianą Ulicę Książek. Jest nią Świętokrzyska - niegdyś zagłębie antykwariatów i księgarni. O jej niezwykłych dziejach najlepiej opowiedzą Wam znawcy, np. na blogu Nakład niewyczerpany. Dzieje wydawnicze książek Maud Montgomery w Polsce splatają się także i z tą właśnie ulicą...

   Przy Świętokrzyskiej mieszkał Marceli Tarnowski vel Andrzej Magórski - tłumacz Ani z Wyspy. Dzisiaj kamienicy pod numerem 28 już nie ma, tak jak wielu innych budynków z parzystymi numerami - zostały zburzone podczas okupacji lub wyburzone, kiedy w powojennych planach Świętokrzyską poszerzono. Kamienica, w której mieszkali Tarnowscy, znajdowała się niemal naprzeciw ukończonego w 1933 roku Prudentialu.



Kamienica przy Świętokrzyskiej 28.
(źródło: www.warszawa1939.pl; zdj. ze zbiorów Archiwum Państwowego
w Warszawie; autor: Zdzisław Marcinkowski)




Świętokrzyska 28 podczas okupacji.
(zdj. ze zbiorów Archiwum Państwowego w Warszawie)




  Przy Świętokrzyskiej 3 zaś, mieściło się pierwotnie wydawnictwo Jakóba Przeworskiego - jednego z bardziej znanych księgarzy i wydawców warszawskich. Budynek ten pozostał zachowany:




W 1933 siedziba wydawnictwa została przeniesiona na Sienkiewicza 2 i to pod tym adresem funkcjonowała firma, kiedy w 1936 roku wydała Historynkę i Dziewczę z sadu. Niestety, majestatyczna kamienica nie przetrwała do naszych czasów...



Jasna elewacja kamienicy Goldstanda, przy Sienkiewicza 2.
(źródło: www.warszawa1939.pl)




   Przy Świętokrzyskiej 42 mieściło się jeszcze jedno wydawnictwo związane z książkami Maud. Była to Księgarnia Popularna, która wydała w 1936 roku trylogię o Emily Byrd Starr (Emilka ze Srebrnego Nowiu, Emilka dojrzewa, Emilka na falach życia) oraz, w 1939, Anię z Szumiących Topoli - wszystkie powieści były w przekładzie Marii Rafałowicz-Radwanowej. Niestety, także i po tym miejscu nie ma już śladu...



Na pierwszym planie - kamienica, w której miała siedzibę Księgarnia Popularna...
przyjrzyjcie się uważnie szyldowi na jej froncie... :)
(źródło: fotopolska.eu)






  • http://nakladniewyczerpany.blogspot.com/2015/04/o-przedwojennej-swietokrzyskiej-ulicy.html
  • http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34889,12120175,Swietokrzyska_przed_wojna__pelna_bankow_i_antykwariatow.html
  • http://www.kierunekstolica.pl/2015/10/swietokrzyska-wczoraj-i-dzis.html
  • https://www.warszawa.ap.gov.pl/referat_gabarytow/galerie/Swietokrzyska_galeria/duze/5967.jpg
  • http://fotopolska.eu/foto/69/69039.jpg
  • http://www.warszawa1939.pl/zdjecia/napoleona/old/napoleona_04.jpg
  • http://www.warszawa1939.pl/zdjecia/swietokrzyska/old/swietokrzyska_28_01.jpg

czwartek, 26 stycznia 2017

Angielski z Anią

   Wydawnictwo Poltext zapowiada edycję kolejnej książki z serii Klasyka po angielsku. Tym razem zaprasza do nauki języka razem z Anią Shirley. Wcześniej wydano w tej serii Błękitny Zamek.





  • http://www.poltext.pl/b2061-anne-of-green-gables.htm

środa, 25 stycznia 2017

Nareszcie mam "Emilkę"

   Chciałabym podzielić się dzisiaj z czytelnikami tą odrobiną szczęścia, jakie spotkało mnie, kiedy niedawno, w poszukiwaniu książek Maud, przeglądałam stronę pewnego serwisu ogłoszeniowego. Oczom nie mogłam uwierzyć, kiedy w długiej liście ofert zobaczyłam miniaturkę zdjęcia przedstawiającego przedwojenne wydanie Emilki ze Srebrnego Nowiu - wydanie, o którym marzyłam od dawna. Trzymałam kciuki, prosiłam niebiosa i zaklinałam rzeczywistość - najpierw, by sprzedający odpowiedział, a potem by się nie rozmyślił. I udało się! Mam swoją pierwszą "Emilkę". Pozostaje mi teraz nadzieja, że szybko dołączy do niej reszta książek z mojej ukochanej serii.




Egzemplarz ma kartonową, grubą okładkę. Umieszczona na niej wklejka przedstawia grafikę, która pojawiała się na pierwszych anglojęzycznych wydaniach amerykańskich, kanadyjskich i brytyjskich. Autorką ilustracji była Maria Louise Kirk (1860 - 1938).





Tylna strona okładki z sygnaturą wydawnictwa - Księgarni Popularnej oraz etykietą drukarni, w której przygotowano oprawy. Egzemplarz ma dobrze zachowany płócienny grzbiet.




Strona przedtytułowa.




Strona przedtytułowa i tytułowa.




Przekładu "Emilek" dokonała Maria Rafałowicz-Radwanowa. Tłumaczenie to, wznawiane pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych, nie zostało przeredagowane - poprawiono jedynie pisownię uwzględniając obowiązujące zasady ortografii i interpunkcji.



sobota, 21 stycznia 2017

Z translatorskiej studni - koty Emilki

   Mnogość przekładów prozy Maud na język polski jest zadziwiająca - może być źródłem niezwykle ciekawych poszukiwań i porównań. Co powiedziecie na mały "przegląd" kocich imion? Maud uwielbiała te zwierzęta - w kolekcji zgromadzonej przez University of Guelph znajduje się prawie 70 zdjęć, na których je uwieczniła.

Daffy - ukochany kot Maud
(zdj.: University of Guelph Library Archival and Special Collections)



   Ponieważ ostatnio do mojej kolekcji dołączyła Emilka ze Srebrnego Nowiu (opowiem o niej już niebawem), przyjrzyjmy się ulubionym kotom Emily Byrd Starr. Trylogia o Emilce jest najbardziej wysycona autobiograficznymi wątkami, a jej bohaterka pod wieloma względami zdaje się być alter-ego samej pisarki.


   Pierwszymi kotami Emilki, które pojawiają się w Emily of New Moon, są “Mike” i “Saucy Sal”:

She had plenty of company. There was Father - and Mike - and Saucy Sal.


   Mike, to oczywiście kocur, a Saucy Sal - kocica. Rafałowicz-Radwanowa tłumaczy to zdanie tak (przekład z 1936 roku):

Ona miała towarzystwa podostatkiem (!) : ojciec, Kicia, Nieznośnik […].


   Tłumaczka bez pardonu pozmieniała płeć zwierzaków i nie była to omyłka, bo konsekwentnie się tego trzymała - np. w opisie, kiedy koty siedzą z Emilką jedzącą kolację. W moim wydaniu KAW-u z 1988 roku nie poprawiono tego translatorskiego dziwactwa - przypuszczam, że i w dalszych wydaniach także je pozostawiono.

   Ryszarda Grzybowska, która tłumaczyła dla Naszej Księgarni, zapisała tak:

Na brak towarzystwa nie narzekała. Był ojciec… i Mikuś… i Psotka.


   Bogumiła Kaniewska (Podsiedlik-Raniowski):
  
Nie czuła się samotna. Miała i tatusia, i Miśka, i Niecnotkę.


   I jeszcze u Prószyńskiego Agnieszka Ciepłowska tłumaczy (pominęła z tego akapitu zdanie o towarzystwie):

Miała przecież i tatę, i Michasia, i Psotnicę…




   Innym kotem, który wiernie towarzyszył Emilce, był imiennik ulubieńca Maud - "Daffy". Pierwszy raz pojawia się w Emily climbs:

Daffy, her big cat, slipped in beside her like a noiseless, grey shadow.


   Maria Rafałowicz-Radwanowa zmieniła imię kota:

Stop, duży kot Emilki, wśliznął się za nią do saloniku jak szary cień, bez szmeru.


   Podobnie zrobiła Ewa Horodyska, która tłumaczyła kolejne tomy dla Naszej Księgarni:

Prym, wielki kot Emilki, wśliznął się za nią jak cichy, szary cień.


   I Bogumiła Kaniewska:

Stok - duży, szary kot - wślizgnął się bezszelestnie za Emilką niczym szary cień.


   I Agnieszka Ciepłowska:

Szubrawiec, wielki szary kot Emilki, wślizgnął się do wnętrza
za dziewczynką, niczym bezszelestny cień.




   Jak Wam się podobają te rozwiązania translatorskie?






   Dziękuję Michałowi (nie-Michasiowi ;) ) za inspirację - czasami z niepozornych pytań powstają najciekawsze pomysły!

  • http://dc.lib.uoguelph.ca/DC:OOI1/?q=%22Cats%22&sf=subject_facet_ss&page=4 

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Książek Maud można... słuchać

    Okładka, grzbiet, blok kartek z treścią, ilustracje, spis rozdziałów? Książki nie tylko tak wyglądają, zwłaszcza dla tych z osób, które nie mogą czytać lub mają trudności z czytaniem. Tu z pomocą przychodzą książki mówione zapisane w różnorodnych formatach. 

   Także powieści i niektóre zbiory opowiadań naszej Maud zostały wydane w Polsce w innej, niż tradycyjna, formie. Przejrzałam katalogi niektórych bibliotek gromadzących zbiory dla osób niewidomych i niedowidzących oraz różnego rodzaju sklepów internetowych oferujących audiobooki. Z satysfakcją mogę stwierdzić, że zbiór polskich książek mówionych Maud jest imponujący! Do tego lektorami są aktorzy znani nam z teatrów, filmów i animacji.

   Przyjrzyjcie się sami tym zestawieniom, do których do tej pory dotarłam:



format CZYTAK i/lub DAISY





   format CD i .mp3



sobota, 14 stycznia 2017

Śladami polskich wydawców Maud - cz. 3

   Dzisiaj wracamy znów na krótko do Łodzi, na ulicę Piotrkowską. To tutaj, pod numerem 34, mieściła się Księgarnia Francuza. O tym wydawnictwie pisałam wielokrotnie - w postach:
w których przytaczałam archiwalne materiały dotyczące nielegalnego wydania przez jego właścicieli Ani z wyspy oraz procesu sądowego, jaki w związku z tym się toczył.






   Kamienica, w której mieściło się wydawnictwo, przetrwała do dnia dzisiejszego. Powstała ona w drugiej połowie XIX w., a dziesięć lat temu jej elewacji przywrócono dawną świetność.


 (zdj.: www.piotrkowska-nr.pl)



 (zdj.: Michał Fijałkowski)








   Jednak ta kamienica i herbaciarnia Chatka Ech nie są jedynymi "montgomeriańskimi" miejscami w Łodzi. Jest jeszcze skrawek chodnika przy ul. Piotrkowskiej:




   To gwiazda upamiętniająca pochodzącą z Łodzi aktorkę, Jadzię Andrzejewską, która użyczyła głosu Ani Shirley w słuchowisku radiowym emitowanym w 1938 roku.





  • http://piotrkowska-nr.pl/Piotrkowska_34
  • http://piotrkowska-nr.pl/lib/ycf5xd/8b494634e8207ed0549a8e3b8aa8fe63.jpg
  • http://sazan7.strefa.pl/piotrkowska+34.html

czwartek, 12 stycznia 2017

Ogłoszenie RETOR-a

   A oto ogłoszenie, które RETOR zamieścił w listopadowym numerze Iskier, przedwojennym tygodniku ilustrowanym. Dotyczy ono możliwości zakupienia w ratach Ani na uniwersytecie. Bardzo spodobało mi się zdanie: "Ania przyniesie Wam nowy zapas wesołości i radości życia!". Jak doskonale oddaje ono piękno wszystkich książek Maud...





  • z zasobów Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej

środa, 11 stycznia 2017

W Chatce Ech

   Ten wpis jest zadedykowany Uli, która prowadzi blog Zielone Wzgórza. Ula z niezwykłym darem słowa opowiada w nim o swoim zamiłowaniu do świata Maud. Jej posty są pełne szczerego oddania, radości i pasji życia.

   Niedawno Ula wspomniała na swoim blogu o pewnym urokliwym miejscu - łódzkiej herbaciarni o  nazwie "Chatka Ech", dla której inspiracją był domek opisany po raz pierwszy w Ani z Avonlea. Nie pozostawało nic innego, jak tylko udać się z wizytą do Panny Lawendy...


(zdj,: Michał Fijałkowski)




(zdj,: Michał Fijałkowski)






(zdj,: Michał Fijałkowski)






   Co prawda, samej Panny Lawendy nie było w kamiennym domku (pewnie poszła na spacer z Anią i Dianą) i nie udało się porozmawiać z nią, ale gości podejmowała urocza Karolina Czwarta ;)

   Dziękujemy Uli z Zielonych Wzgórz za wskazanie tej niezwykłej herbaciarni! Chatka Ech to kolejny punkt na montgomeriańskiej mapie Polski :)


wtorek, 10 stycznia 2017

Śladami polskich wydawców Maud - cz. 2

   Dziś Dom Echa/Echo Lodge i Pokrewne dusze zabierają wszystkich miłośników powieści Maud w trzy szczególne miejsca związane z pierwszymi polskimi wydaniami Ani z Zielonego Wzgórza Ani z Avonlea...

   Wydawcą "Ań" była warszawska firma należąca do Michała Arcta. Historia tego wydawnictwa zaczęła się jednak nie w Warszawie, a w Lublinie, gdzie w 1836 roku Stanisław Arct, syn lekarza - Michała Arcta, założył księgarnię. Zajmował się on jednakże nie tylko samą sprzedażą książek, ale prowadził też skład nut, dzieł sztuki i materiałów piśmiennych, potem również antykwariat i wypożyczalnię, a wreszcie wydawnictwo. Bratanek Stanisława, który otrzymał imię po dziadku i został wcześnie osierocony, zdobywał w firmie stryja pierwsze szlify w zawodzie księgarza i wydawcy. Ponieważ Stanisław nie dochował się własnego potomstwa, świetnie prosperującą firmę przekazał właśnie bratankowi. Michał Arct przeniósł ją w roku 1887 do Warszawy i jako siedzibę wybrał księgarnię zakupioną od Artura Gruszeckiego.

   Księgarnia ta mieściła się w kamienicy Mikulskiego na rogu Nowego Światu 53 i Wareckiej. Był to adres wydawniczy firmy, kiedy ukazywała się Ania z Zielonego Wzgórza.


skrzyżowanie Nowego Światu 53 z Warecką - widoczna witryna księgarni Arcta
(źródło: Stanisław Arct, Okruchy wspomnień, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1962)



   Na drugim piętrze kamienicy znajdowało się mieszkanie, które początkowo zajmowała rodzina Arctów po sprowadzeniu się z Lublina (potem przeprowadzili się do kamienicy przy ul. Ordynackiej 8).



front kamienicy w całej okazałości (źródło: warszawa1939.pl)


   

   Budynek kamienicy istnieje do dziś:





Stanisław Arct (syn wydawcy), w swoich Okruchach wspomnień, tak opisuje księgarnię:

   Księgarnia Arcta posiadała od Nowego Światu dwa okna wystawowe i drzwi wejściowe, od Wareckiej zaś jedną tylko witrynę. Obraz zewnętrzny uzupełni się, gdy dodam, że przed księgarnią stało zazwyczaj paru posłańców w czerwonych czapkach, a przed wystawami gromadziły się dzieci z zajęciem przypatrujące się książkowym cudom.
   Wewnątrz księgarnia nie przypominała lokalów dzisiejszych z ich niskimi regałami, obszerną wolną przestrzenią sklepową i ladami całkowicie założonymi książkami. Wtedy bowiem obowiązywała oszczędność czasu i miejsca. Szło o to, by księgarz miał jak najbliżej do książek, by nie potrzebował biegać i szukać ich po składach i magazynach. Dlatego półki budowano pod sam sufit, a każdy okruch miejsca wykorzystywano na umieszczenie towaru. Na dolnych półkach, a także pod ladami układano nuty w dużych paczkach lub specjalnych pudłach.
   Jak większość sklepów przy Nowym Świecie, księgarnia Arcta miała dwa poziomy: "front" na poziomie ulicy, a "tyły" lub "góra" - trzy schodki wyżej, nad piwnicami. Kontuar na froncie szedł naokoło w podkowę z przerwą na wejście na "tył". Wszystkie ściany zastawione były po arctowsku półkami pod sufit, w załamaniu lady tkwiła duża wewnętrzna wystawka na nuty. Na kontuarach cztery biurka pulpitowe obwieszone książkami dla dzieci.



   Po kilku latach działalności w Warszawie, na przełomie lat 1914 i 1915, Michał Arct przeniósł siedzibę firmy do kamienicy Karola Bürgera przy Nowym Świecie 35 - Ania z Avonlea została wydana już pod tym adresem. Także i ta piękna kamienica wciąż istnieje!


(źródło: warszawa1939.pl)



(źródło: warszawa1939.pl)








   To jeszcze nie koniec naszego spaceru. Kilka kroków od pierwszej siedziby Wydawnictwa M. Arcta zaczyna się ulica Ordynacka. Kiedy zajrzymy na strony przedtytułowe pierwszej Ani z Zielonego Wzgórza, znajdziemy adres, pod którym mieściła się drukarnia Arctów: 





   Ordynacka 3. Była to pierwsza własna drukarnia Arctów. Zabudowa dzisiejszych ulic: Ordynackiej i Okólnik w nieznacznym tylko stopniu przypomina tą sprzed wojen. Aby umiejscowić drukarnię, w której odbito Anię z Zielonego Wzgórza, z pomocą przyszły stare mapy, które są udostępnione na stronach urzędu miasta stołecznego:

dawna numeracja zabudowań przy ulicy Ordynackiej
(źródło: http://www.mapa.um.warszawa.pl/mapaApp1/mapa?service=mapa_historyczna)



   Według mapy, numer trzeci przypisany był do kamienicy, która stoi po dziś dzień i przeszła w ostatnim czasie gruntowną rewitalizację - teraz można podziwiać ją w pełnej krasie. Znajduje się ona na rogu Ordynackiej i Okólnik. Te małe drewniane drzwi od strony Ordynackiej, tuż przy narożniku kamienicy, to dawniej wejście pod numerem 3, wejście do drukarni, w której powstawały kopie Ani z Zielonego Wzgórza:









  • Arct S., Okruchy wspomnień, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1962
  • Boruc A., Michał Arct. Dylematy warszawskiego księgarza wydawcy schyłku XIX wieku, Sztuka Edycji Studia Tekstologiczne i Edytorskie, 2013, 4:39-46
  • Sitarz A., W cieniu Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. O kilku polskich wydawnictwach prywatnych działających w dziedzinie muzyki po II wojnie światowej do początku lat pięćdziesiątych, 2009, https://depot.ceon.pl/handle/123456789/2622
  • www.mapa.um.warszawa.pl/mapaApp1/mapa?service=mapa_historyczna
  • warszawa1939.pl

niedziela, 8 stycznia 2017