czwartek, 19 maja 2016

Perła w koronie


Nieee, nie jest nią "Ania z Zielonego Wzgórza", choć też "Ania". Przedstawiam Wam "Anię z Wyspy. Dalsze dzieje Ani z Zielonego Wzgórza i Ani z Avonlea", rocznik 1944:
 

Jest to jedyny tytuł powieści Montgomery wydany podczas wojny. "Ania z Wyspy" ukazała się w 1944 roku w Palestynie nakładem Sekcji Wydawniczej Armii Polskiej na Wschodzie. Egzemplarz jest niewielki: ma 212 stron, wymiary 12,5 x 18 cm. Książka jest skromna i delikatna...
Sekcja Wydawnicza A.P.W. była instytucją wojskową (jej nazwa zmieniała się kilkakrotnie), która dostarczała różnego rodzaju wydawnictwa (regulaminy, instrukcje, słowniki, itp.) na potrzeby wojska stacjonującego na Bliskim Wchodzie, a następnie walczącego np. na froncie włoskim. Palestyna była jednym z wielu ośrodków wychodźczych także dla ludności cywilnej, która razem z wojskiem polskim docierała na Bliski Wschód po roku 1942. W Jerozolimie powołano wówczas placówkę o nazwie Urząd Oświaty i Spraw Szkolnych, którą następnie przemianowano na Delegaturę Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Rządu RP w Londynie. Pracownicy Delegatury pracowali nad programem oświatowym dla tysięcy uczniów - dzieci i młodzieży przybyłych głównie z armią generała Władysława Andersa. Akcja oświatowa obejmowała wydanie podręczników i lektur, za co odpowiedzialna była Komisja Wydawnicza, którą kierował Łukasz Kurdybacha. Jednakże realizacja tych zadań znacznie przekraczała możliwości organizacyjne instytucji cywilnej, jaką była Delegatura i jej Komisja. Tu z pomocą przyszła Sekcja Wydawnicza A.P.W. Dostarczyła ona produkt w tamtych czasach deficytowy - papier. Na jego większy zakup musiały się zgodzić brytyjskie władze wojskowe. Po negocjacjach z Kwaterą Główną Sił Zbrojnych na Środkowym Wschodzie uzyskano zgodę na zwiększony bezpłatny przydział papieru. Wykorzystano go na wydawnictwa szkoleniowe dla żołnierzy i uczniów szkół junackich, ale także na wydruk książek tak potrzebnych szkołom cywilnym na wychodźstwie. Rozpoczęto poszukiwania książek, które miały posłużyć do przedruku. Zdzisław Broncel w piśmie "W Drodze" tak opisuje te starania:





Poza podręcznikami, wydano także tzw. "Szkolną Biblioteczkę na Wschodzie", która obejmowała kanon literatury narodowej od renesansu po dwudziestolecie międzywojenne. W "Biblioteczce" ukazało się też kilka tytułów z literatury obcojęzycznej. Do 1944 roku wydano łącznie 92 pozycje, a w kolejnych dwóch latach 10 innych. Jednakże "Anię z Wyspy" wydano poza tą serią. Na dzień dzisiejszy nie dotarłam do katalogów (czy istnieją??) Sekcji Wydawniczej A.P.W., w których by wymieniano ten egzemplarz "Ani". Książki oświatowe drukowane w Palestynie trafiały także do żołnierzy polskich stacjonujących na frontach europejskich. Czy także palestyńska "Ania z Wyspy"? Jest to zagadkowa kwestia, bo być może w tej książce tkwi początek pewnego mitu, głoszącego, że polscy żołnierze w 1939 roku posiadali w swoim ekwipunku książki o Ani (niektóre źródła internetowe wymieniają wręcz "Anię z Zielonego Wzgórza"), które to miały wspierać na duchu w walce o wolną ojczyznę-dom. Kiedyś toczyła się o tym dyskusja na blogu Bernadki Milewski "Kierunek Avonlea" -  może jeszcze i ja do tego wrócę, jeśli znajdę jakieś materiały...

"Ania z Wyspy" z 1944 roku jest drugim polskim wydaniem "Anne of the Island" w przekładzie Andrzeja Magórskiego (a właściwie Marcelego Tarnowskiego). Pierwszy raz książka pod tym tytułem ukazała się w 1930 roku, co z resztą skończyło się procesem sądowym (ale i o tym opowiem, kiedy przyjdzie czas...).
Wojenna "Ania..." nie ma spisu treści, ilustracji czy dodatkowych, ale zbędnych stron – widać, że bardzo oszczędzano na papierze. Szaro-brązowa okładka i drobny druk... Tak miał przetrwać czas wojennej zawieruchy polski język i zamiłowanie do "Ani, nie Andzi" wśród polskich czytelników.



  • Czarnik O. S., Z działalności wydawniczej Armii Polskiej na Wschodzie oraz 2. Korpusu Polskiego we Włoszech (1940-1946), Przegląd Polsko-Polonijny, 2014, 7-8:15-26
  • Czarnik O. S., Polska książka oświatowa na Środkowym i Bliskim Wschodzie: wytwórczość i rozpowszechnianie, Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, 2010, 73:15-32
  • Broncel Z., Sto książek polskich dla młodzieży, dla żołnierza i dla wszystkich, W Drodze, 1944, 14(32):4-5
  • Wachowicz B., L. M. Montgomery: at home in Poland, Canadian Children's Literature, 1987, 46:7-35
  • http://kierunekavonlea.blogspot.com/2014/08/2-prosby.html
  • http://kierunekavonlea.blogspot.com/2014/08/polskie-akcenty.html


wtorek, 17 maja 2016

Zaczęło się gdy...

... gdy miałam ledwie osiem lat. W prezencie komunijnym od jednej z Cioć dostałam pierwszą "Anię z Zielonego Wzgórza". Na szczęście wcześniej Mama zaszczepiła mi miłość do czytania - kolekcja małych książeczek z serii "Poczytaj mi mamo" była oczkiem w głowie kilkuletniego dziecka. Pamiętam, jak pieczołowicie układałam je w stosiki... "Anię" przeczytałam błyskawicznie i do dziś cząstka mojej duszy żyje na Zielonym Wzgórzu. Potem ta cząstka ulokowała się też i w Księżycowym Nowiu, i w Błękitnym Zamku... Na kolejne książki o Marchewce wyczekiwałam z większą chyba niecierpliwością niż na samą Ciocię (Ciociu, przyznaję się i wybacz, proszę, dziecku...). Dzisiaj wszystkich książek Lucy Maud Montgomery mam 111 (stan na maj 2016). W mozolnie konstruowanym katalogu bibliograficznym doliczyłam się 549 polskich pozycji - licząc wszystkie tytuły, tłumaczenia i wydania... a to jeszcze nie koniec! Tak, w Polsce Ania i inne bohaterki Lucy Maud Montgomery są nieśmiertelne. Tu wciąż "Ania" widnieje w spisie lektur uzupełniających, w Polsce wciąż wydaje się powieści Montgomery - co więcej, ostatnimi laty pojawiły się nowe tłumaczenia (bądź opracowania istniejących) - jest to co prawda wynikiem uwolnienia twórczości Maud do domeny publicznej, ale jednak! O Ani nikt tu nie zapomina - blogi, fora internetowe, szkoła imienia Lucy Maud Montgomery, jeszcze do niedawna - "Błękitny Zamek" w Łodzi, mniej lub bardziej celowe w zamyśle nazwy ulic kojarzące się z książkami kanadyjskiej pisarki.
Czasami, kiedy opowiadam o swoim zamiłowaniu do twórczości Maud Montgomery, w oczach słuchających widzę zdumienie: "Taka duża, a tu...". Ale czasami widzę też zaciekawienie. A dzisiaj spotkałam się z entuzjazmem! Okazuje się, że jedna pokrewna dusza, która zna świat Avonlea, pracuje w tej samej szacownej instytucji, co i ja. I ta dusza z pełnym przekonaniem stwierdziła, że nawet jeśli owe zamiłowanie pozostawia w nas coś z dziecka, to tym lepiej. Bo tylko dzieci są szczere w swoim postrzeganiu świata.
Do książek Maud, pełnych przykurzonej dobroci, jak to ktoś kiedyś na pewnym forum o nich powiedział, wracam i będę wracać, o jej książkach i życiu lubię rozmawiać. Przede mną... pewien projekt...
A tu chciałabym opowiadać o polskich wydaniach książek Montgomery...