niedziela, 29 stycznia 2017

Jak zmieniał się przekład - rozdział 3

   Na piękną styczniową niedzielę przygotowałam analizę zmian redakcyjnych kolejnego, trzeciego rozdziału Ani z Zielonego Wzgórza.
   Dla przypomnienia, pracowałam z egzemplarzami z lat: 1911/12, 1925, 1928, 1936, 1939, 1947, 1956 (redagowany przez Dżennet Połtorzycką), 1973 (jeden z ostatnich nabytków), 1976 i 1990 - te trzy ostatnie redagowane przez Stanisława Zielińskiego.
   A oto, czym się różnią poszczególne redakcje:

  • Połtorzycka zmieniła pierwsze zdanie, z:

Na odgłos kroków brata, Maryla szybko wybiegła na jego spotkanie.
na:
Gdy Mateusz otworzył drzwi, Maryla wybiegła szybko na jego spotkanie.

W tej wersji wierniej odpowiada ono oryginałowi:
Marilla came briskly forward as Matthew opened the door.


  • Maryla, w dialogu z Mateuszem, mówi:

Wszakże prosiliśmy panią Spencer, żeby go przywiozła.
 I tak zdanie to brzmi przynajmniej do wydania z 1935. W kolejnym, które posiadam, z 1939, „wszakże” zamieniono na „przecież”.

  •  Mateusz, odpowiadając jej, używa słowa „dziewczyna”, które już w wydaniu z 1928 zastępuje „dziewczynka”.
  • Połtorzycka, w 1956, przeredagowuje nieco tą odpowiedź Mateusza:
 z:
 „Tak, ale nie uczyniła tego. Przywiozła właśnie tę dziewczynkę. Pytałem zawiadowcę stacji,
ale ten powiedział, że Pani Spencer zostawiła tylko ją. I musiałem ją zabrać do domu.
Nie można było zostawić dziecka na pustej stacji, nawet jeśli zaszła jakaś pomyłka.”

na:

„Tak, ale nie uczyniła tego. Przywiozła właśnie tę dziewczynkę. Pytałem zawiadowcy stacji. Musiałem więc zabrać ją do domu. Nie można zostawić dziecka na pustym dworcu,
nawet jeśli zaszła jakaś pomyłka.”

I ta wersja także wierniej odpowiada oryginałowi.

  • Bernsteinowa zapisała: „oczy jej krążyły od Maryli do Mateusza”; Połtorzycka zamieniła „oczy” na „spojrzenie”.
  • Przy nazwisku Ani, Bernsteinowa dodała odsyłacz z zapisem fonetycznym: „Szyrli”, które w wydaniu z 1947 zamieniono na: „Szyrliey”; w kolejnych redakcjach zrezygnowano z przypisu.
  • Do 1939 roku Ania uważa, że imię „Kordelia” (do wydania z 1935 zapisywane jako „Kordelja”) jest „ładniejsze”, a od 1947 – „najładniejsze”.
  • W pierwszym wydaniu Ania prosi, by nie nazywać ją „Ańdzią” – w 1928 zapisywano już tą wersją imienia jako: „Andzia”.
  • Bernsteinowa pominęła informację, że Maryla podnosi imbryk z herbatą, kiedy odpowiada jej, że „to wszystko jedno” – u Połtorzyckiej imbryk już jest wspomniany.
  • W dalszej części dialogu Ania początkowo mówi:

[...] Ańdzia wygląda ohydnie, Ania zaś delikatnie

Od redakcji Połtorzyckiej:
[...] Andzia wygląda ohydnie, Ania zaś o tyle bardziej dystyngowanie


  • Kiedy Maryla pyta, czy pani Spencer wiozła jeszcze jakieś dziecko, Ania u Bernsteinowej odpowiada:


Owszem, zabrała Lutka Jonesa dla siebie. Lutek ma zaledwie
pięć lat i jest bardzo piękny. Ma ciemne, kasztanowate włosy.
 

I jest to najbardziej zadziwiający fragment w tym rozdziale przekładu Rozalii Bernsteinowej, ponieważ z panią Spencer nie jechał żaden chłopiec, tylko druga dziewczynka: Lili Jones (!). Właściwą płeć dziecka i imię przywróciła Połtorzycka w 1956 roku.

  • W pierwotnym przekładzie Bernsteinowej Maryla przygotowała dla chłopca „komórkę obok kuchni”, którą Połtorzycka zamienia na „izdebkę obok kuchni”.
  • W tym samym akapicie mowa jest o „pokoiczku na facjatce”, o którym dopiero w redakcji Połtorzyckiej zaznaczono, że wychodzi na wschód.
  • W przekładzie Bernsteinowej sień, przez którą przechodzą Ania z Marylą „była także bez zarzutu”, zaś po redakcji Połtorzyckiej była „nienagannie czysta”.
  • W domu sierot, z którego Ania przybyła, wszystko jest najpierw „bardzo szczupło wymierzone”, a od 1956 roku „nigdy nie ma niczego pod dostatkiem”.
  • Kiedy Maryla przychodzi do pokoiku po świecę, kołdra na łóżku kryjąca Anię, jest „nastroszona”, a od 1956 – „wzburzona”.
  • Następnie Maryla układa ubrania Ani na „nizkim, ceratowym krześle”... W oryginale ten fragment brzmi: „on a prim, yellow chair”; Połtorzycka redaguje ten fragment: „na niskim, żółtym krześle”.
  • Połtorzycka dodała, poprawnie, że Maryla życzyła Ani dobrej nocy „jakimś dziwnym głosem, w którym jednak nie czuć było niechęci”.
  • W opisie sceny, w której rodzeństwo rozmawia o Ani, Bernsteinowa zapisała: „Mateusz palił fajkę – niewątpliwa oznaka złego humoru.”; Połtorzycka w 1956 roku zmieniła w tym miejscu przekład na: „Mateusz palił fajkę – niewątpliwa oznaka zafrasowania.”, co wierniej odzwierciedlało tekst oryginalny; dodała też pominięte przez Bernsteinową słowa: „[...] uważając, że każdy mężczyzna musi się jakoś wyładować”.
  • Bernsteinowa, choć w pierwszym rozdziale nie pominęła informacji o „służącym Roberta Spencera”, przez którego Maryla posłała prośbę do Pani Spencer, w rozdziale trzecim tłumaczy niekonsekwentnie: „Prawdopodobnie służący pani Spencer przekręcił treść naszej prośby” (pomimo, że w oryginale wciąż jest Robert Spencer); Połtorzycka poprawiła ten błąd: „Prawdopodobnie służący Roberta Spencera przekręcił treść naszej prośby”.




2 komentarze:

  1. Wygląda na to, że pani Dżennet Połtorzycka zrobiła kawał dobrej roboty :) Jak i autorka tego posta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami odnoszę wrażenie, że Połtorzycka powinna być ogłoszona nową tłumaczką ;)
      Dziękuję!

      Usuń