niedziela, 21 sierpnia 2016

Dom Ani okiem lat 30-tych

   Nawiązując do komentarzy pod wpisem Pierwsze wydanie „The Story Girl”, chciałabym dzisiaj przedstawić inny przykład anachronizmu w polskich wydaniach książek Maud. Jest nim okładka Wymarzonego Domu Ani. Powieść ukazała się w 1931 roku nakładem Wydawnictwa Arcydzieł Literatur Obcych RETOR, a przetłumaczył ją Stefan Fedyński. Egzemplarz książki znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej:

   Zwróćcie uwagę na Wymarzony Domek (!). Akcja powieści rozgrywa się na początku lat 90-tych XIX wieku, kiedy Ania Blythe ma ok. 25-27 lat. Dom przedstawiony na okładce książki to przykład stylu art-déco, który panował w sztuce, także użytkowej, od lat 20-tych do początku lat 40-tych XX wieku. W tym czasie właśnie wydano polskie tłumaczenie Anne's House of Dreams.
 


domy zbudowane w stylu art-déco




   Ilustracja na okładce opatrzona jest sygnaturą "AHOR". Autorem grafiki był Artur Horowicz, który dla RETORA zaprojektował także okładkę Ani na uniwersytecie.
   Artur Horowicz (1898-1962) był cenionym grafikiem, rysownikiem i designerem; swoje umiejętności ukształtował jako uczeń Miłosza Kotarbińskiego i Emila Orlika. Od 1927 roku do wybuchu wojny pracował jako rysownik w Ministerstwie Spraw Wojskowych, potem służył w Polish Air Force i Polish Air Ministry w Wielkiej Brytanii. Był autorem ilustracji do wielu innych książek, m.in. Arkadego Fiedlera (Dywizjon 303) i Kazimierza Przerwy-Tetmajera (Na skalnym Podhalu) oraz plakatów filmowych i reklam.

 
  • skany okładek pochodzą z zasobów Biblioteki Narodowej i własnej
  • zdjęcia:
http://decor.966v.com/static_images/20160818/24cc1eb6f1d5ef63d309cf629bb78b005bd3333b038aa44eeb9d3653.jpg
http://modculture.typepad.com/.a/6a00d83451cbb069e20133f39b164a970b-pi
  • informacje o ilustratorze:
http://www.witkacologia.eu/uzupelnienia/Horowicz.html
http://www.posterpage.ch/reviews/re97film/re97film.htm
http://starekosmetyki.blogspot.com/2011/04/reklamy-sygnowane.html



5 komentarzy:

  1. Wspaniały anachronizm, Agnieszko! Uwielbiam takie smaczki wydawnicze, wspaniale, że je tropisz i dzielisz się z nami swoimi odkryciami. To w ogóle interesujący trop i można się przyjemnie zagłębić w tę tematykę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesamowite, że już same okładki książek mogą mieć swoją własną historię, prawda?

      Usuń
    2. Owszem, zgadzam się. I podoba mi się bardzo, że tropisz również takie aspekty.

      Usuń
    3. Swoją drogą, znalazłem okładkę niderlandzkiej "Emilki na falach życia", zrobiłem jej zdjęcie, czy mogę Ci przesłać je na maila, jeśli byłabyś zainteresowana jej obejrzeniem bądź nawet zamieszczeniem?

      Usuń
    4. Oczywiście, że tak!
      agamarusz@gmail.com
      Dziękuję!

      Usuń