czwartek, 29 września 2016

Pierwsza Kilmeny

   Na Pokrewnych duszach "jubileusz" ;) - setny post! Tą okrągłą liczbę postanowiłam poświęcić pierwszemu polskiemu wydaniu opowieści o Kilmeny Gordon.
   Książka ukazała się u nas dopiero w 1936 roku nakładem J. Przeworskiego. Tekst przetłumaczyła Władysława Wielińska i opatrzyła tytułem "Dziewczę z sadu". Przekład ten, zredagowany podług współczesnych norm językowych, ukazywał się także na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Pominięto w nim dedykację i poprzedzający tekst fragment poematu The Queen's Wake Jamesa Hogga.
   Format pierwszego wydania jest bardzo ciekawy: miękka kartonowa okładka z obwolutą, nierówno przycięte kartki z bardzo grubego papieru. Mój wolumin ma zachowaną obwolutę, choć trochę zniszczoną, a kartki mają chyba ślad rozcinania nożem, ich brzegi bardzo się kruszą...
   Dziewczę z sadu drukowano w Zakładach Drukarskich F. Wyszyński i S-ka w Warszawie. Tytuł ten, podobnie jak Historynka (wydana także u J. Przeworskiego), opatrzono piękną szatą graficzną. Okładkę projektowało Atelier Mewa (także to od Historynki), a niewielkie ilustracje wykonał Jan Szancer.
 

































9 komentarzy:

  1. Gratulacje, kolejny post historyczny, i to dosłownie i w przenośni :) Piękne wydanie i jeszcze piękniejsze ilustracje Szancera. Też czytałem powieść właśnie w tym staroświeckim tłumaczeniu, ale w wydaniu z 1989 roku. Zawsze miałem pewny sentyment do tej naiwnej powiastki; może nie jest ona zupełnie w stylu Montgomery, to ma z pewnością czar lektur, które Maud sama z przyjemnością pochłaniała. Zresztą pamiętać trzeba, że ukazała się wcześniej w gazecie jako "Una z ogrodu" ("Una of the Garden").

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak - jest właściwie starsza niż "Ania z Zielonego Wzgórza". W "The Alpine Path" Maud tak wspomina ten tytuł:


    Wraz z publikacją Zielonego Wzgórza skończyła się moja walka. Od tego czasu opublikowałam sześć powieści. Ania z Avonlea ukazała się w 1909 roku, a w 1910 Kilmeny ze starego sadu. Ta druga tak naprawdę została napisana kilka lat przed Zielonym Wzgórzem i opublikowana pod innym tytułem jako powieść w odcinkach w pewnym amerykańskim magazynie. Stąd też niektórzy mądrzy recenzenci ubawili mnie, i to bardzo, twierdząc, że ta książka ukazuje swoim stylem i fabułą „narastający wpływ popularności i sukcesu”!


    Sama była świadoma słabych stron tej książki i potrafiła z humorem odebrać niepochlebne recenzje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i to w tej powieści właśnie ujmuje. Ja z przyjemnością do niej wracam. Poza tym jest to jedyna powieść, gdzie głównym bohaterem (chociaż nie tytułowym) jest mężczyzna. Narracja z punktu widzenia mężczyzny jest obecna jeszcze w serii o Historynce.

      Usuń
    2. A jeszcze a propos ilustracji i ich ewentualnej anachroniczności znalazłem taki smaczek: https://leavesandpages.files.wordpress.com/2012/10/kilmeny-of-the-orchard-lucy-maud-montgomery-001.jpg

      Usuń
    3. Ooo! Kilmeny w takim stroju??

      Z którego roku jest to wydanie?

      Usuń
    4. To konkretne wydanie jest akurat z 1968 roku, ale być może jest to wznowienie i okładka była użyta już wcześniej. Kilmeny wygląda tu jak tenisistka, która przez pomyłkę chwyciła za skrzypce.

      Usuń
    5. Tylko obuwie jest nie z tej dekady ;)...

      http://joemonster.org/art/28901

      Usuń
  3. Nie ważne, ile będę dziękowała, i tak żadne słowa nie odzwierciedlą tego, co czuję. Agnieszko, ja naprawdę nie wiem, co mówić. Dziękuję <3
    Zawsze kiedy patrzę na Zielone Wzgórze, czuje się pewniejsza. Wiem, że mi się uda. I jednocześnie moje serce szaleje z radości, a łzy same płyną mi po policzkach. Och, jesteście z Bernadką cudowne! Nigdy, przenigdy Was nie zapomnę! <3 <3 <3
    Wciąż nie mogę uwierzyć, że o mnie pomyślałyście! Och, nie wiem, co mówić! JESTEŚCIE KO-CHA-NE! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś zobaczysz Zielone Wzgórze na własne oczy - jestem tego pewna :)

      Usuń