Czas na kolejną część analizy pierwotnego przekładu R. Bernsteinowej. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że niewiele zmieniono wraz
z upływem lat w tekście drugiego rozdziału, ale po uważnej lekturze i
porównaniu egzemplarzy, którymi dysponuję, doszukałam się kilku całkiem
ciekawych „smaczków” i odnoszę całkiem odwrotne wrażenie.
- W drugim rozdziale
po raz pierwszy jest mowa o Prince
Edward Island. W przekładzie R. Bernsteinowej najmniejsza
prowincja Kanady nazywana jest „wyspą księcia Edwarda”. W analizowanych
przeze mnie egzemplarzach Ani z
Zielonego Wzgórza (z lat: 1911/12, 1925, 1928, 1936, 1939,
1947, 1956, 1976 i 1990), dopiero wydanie ósme z 1939 roku ma już
poprawnie zapisaną nazwę: „Wyspa Księcia Edwarda”.
- Przez 45 lat Ania, w oczekiwaniu na Mateusza,
siedziała na stosie dachówek – dopiero Połtorzycka (w 1956 roku)
przesadziła ją, poprawnie, na stos gontów.
- W przekładzie Bernsteinowej Ania jest ubrana w
sukienkę z „szarożółtawej, domowego wyrobu wełny” – od redakcji Połtorzyckiej
jest to już „szarożółta szorstka wełna”.
- Droga, którą podążała Ania z Mateuszem, w pewnym
momencie „wrzynała się [...] w soczysty grunt” – soczysty? – od 1956 jest
on już, zgodnie z oryginałem, „miękki”.
- Przy wspomnianej drodze rosły początkowo „kwitnące
wiśnie i smukłe topole”; te drugie, nie wiedzieć czemu, samowolnie zostały
posadzone przez Bernsteinową; dopiero w 1956 poprawiono nasadzenia tych drugich na „smukłe
białe brzozy”.
- „Misjonarza, tępiącego pogaństwo” z pierwotnego
tłumaczenia, także w 1956 poprawiono na „obcego misjonarza”; tak jak
„trzysta metrów tkaniny” na „trzysta jardów”.
- Przez pięć pierwszych wydań, do 1928, stolicę
prowincji zapisywano jako „Charlotte Town” i dodawano w przypisie zapis
fonetyczny: „Czerlot Taun”; od szóstego wydania z 1936, aż do pierwszego
powojennego, pisano już poprawnie „Charlottetown”, jednak wciąż w
odsyłaczu informowano, by nazwę odczytywać jako „Czerlottaun”; od 1956 wskazówki
fonetycznej już nie ma.
- Według pierwotnego tłumaczenia gadulstwo Ani, jak
twierdzi pani Spencer, wynika z tego, że jej język jest „zawieszony przez
środek” – od Połtorzyckiej jest on jednak „przytwierdzony w środku”.
- Do 1947 roku Mateusz, zapytany przez Anię o kolor
jej warkoczy, odpowiadał: „– Czerwony, czy nie?”; od 1956 mówi: „– Rudy,
czy nie?”
- W innym fragmencie Ania zadaje Mateuszowi
egzystencjonalne pytanie: „A gdyby panu kazali wybierać, jakim chciałby
pan być, bosko pięknym, tryskającym zdrowiem, czy anielsko dobrym?”;
widocznie zdrowie leżało Bernsteinowej bardziej na sercu... Połtorzycka
poprawiła ten fragment: „A gdyby panu kazali wybierać, jakim chciałby pan
być: bosko pięknym, oszałamiająco mądrym, czy też anielsko dobrym?”
- Newbridge, przez które Ania z Mateuszem
przejeżdżali w drodze do Avonlea, Bernsteinowa pozostawiła w oryginalnej
pisowni; ciekawie jednak opisuje zachowanie chłopców, których mijali –
„mali chłopcy witali ich podrzucaniem czapek w górę”; od wydania
redagowanego przez Połtorzycką „mali chłopcy witali ich okrzykami” (w
oryginale: „and small boys hooted”).
- White Way of
Delight R. zapisała jako „Białą drogę rozkoszy”, od 1939 roku
zapisywano tą nazwę własną jako
„Białą Drogę Rozkoszy”.
- Rosalia
DeVere – jak Ania nazwała w myślach Hepzibah Jenkins – początkowo
zapisywano jako „Rozalja De Vere”, potem (przynajmniej od 1939) jako
„Rozalia de Vere”.
- Staw Barrych to w pierwszych kilku wydaniach
„Jezioro lśniącej wody”, które w 1939 jest już „Jeziorem Lśniącej Wody”, a
od 1956 „Jeziorem Lśniących Wód”.
- Kiedy Mateusz mówi o imionach, które bardziej lubi,
stwierdza: „Ja wolę Jankę, Marynię lub coś podobnego”, Połtorzycka
poprawiła to na: „Ja wolę coś bardziej zwyczajnego, Jankę, Mary...”
- Dopiero w redakcji Połtorzyckiej uściślono, że imię
dla córki Barrych wymyślił nauczyciel, który wynajmował u nich pokój
(podobnie jak sama Maud w trakcie swojej pedagogicznej kariery), a nie
tylko ogólnie „był” w tym domu.
- Zmienia się także dość ciekawie jedno ze zdań
wypowiedzianych przez Anię, gdy ta z daleka ujrzała Zielone Wzgórze;
początkowo brzmi ono tak: „Lecz zaledwie go dojrzałam, uczułam, że tam
znajduje [od piątego wydania: „znajdzie”] się moja nowa ojczyzna”;
Połtorzycka przeredagowała je tak: „Lecz zaledwie je dojrzałam [w 1990
jest „ujrzałam”], uczułam, że tam jest mój nowy dom”.
- Torba Ani zawiera w pierwotnym przekładzie „całą
jej chudobę”; w wydaniu z 1947 i w redakcji Połtorzyckiej zawiera „całe
jej mienie”, zaś w wydaniu z 1976 redagowanym przez Stanisława
Zielińskiego „chudoba” wraca i pozostaje jeszcze w wydaniu z 1990.
- Najwięcej zmian redakcyjnych drugiego rozdziału
pojawiło się wraz z opracowaniem Dżennet Połtorzyckiej. Niektóre akapity
są tak odmienne od pierwotnego przekładu, że odnoszę wrażenie, iż
redaktorka powinna być w zasadzie nową tłumaczką; oto jaskrawy przykład:
Tekst oryginalny:
„[...] By the time they
arrived at the house Matthew was shrinking from the approaching revelation with
an energy he did not understand. It was not of Marilla or himself he was
thinking of the trouble this mistake was probably going to make for them, but
of the child’s disappointment. When he thought of that rapt light being
quenched in her eyes he had an uncomfortable feeling that he was going to
assist at murdering something – much the same feeling that came over him when
he had to kill a lamb or calf or any other innocent little creature.”
Tłumaczenie R. Bernsteinowej z 1911/12:
„Kiedy zajechali w
podwórze, Mateusz drżał przed mającem
nastąpić wyjaśnieniem, z uczuciem, którego nie potrafił sobie wytłomaczyć. Nie
myślał o przykrości, jaką ta omyłka sprawić może jemu lub Maryli, lecz o rozczarowaniu
dziecka. Gdy wyobrażał sobie, jak zachwyt zgaśnie w jego oczach, doznawał
równie bolesnego uczucia, jak gdyby miał pomóc w torturowaniu kogoś; doznawał
takiego wstrętu, jaki go opanowywał, kiedy trzeba było zakłuć prosię, cielę lub
inne niewinne stworzenie.”
Redakcja Dżennet Połtorzyckiej:
„Kiedy wjechali w
podwórko, Mateusz zadrżał przed mającym nastąpić wyjaśnieniem z uczuciem,
którego nie potrafił sobie wytłumaczyć. Nie myślał ani o sobie, ani o Maryli, a
ani o kłopocie, jaki ta omyłka mogła im obojgu sprawić, lecz o rozczarowaniu
dziewczynki. Gdy wyobrażał sobie, jak zgaśnie w jej oczach zachwyt, doznawał
tak bolesnego uczucia, jak gdyby miał pomóc w morderstwie; czuł teraz taką
odrazę, jak go opanowywała zazwyczaj, gdy trzeba było zakłuć jagnię, cielę lub
jakiekolwiek inne bezradne stworzenie”.
Wykonałaś niesamowitą pracę! Bardzo ciekawe jak zmienia się rozumienie obcego języka i interpretacja tekstów. "Czerlot Taun" mnie urzekło :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! :)
UsuńMam ambitny plan przeanalizować tak każdy rozdział. To niezwykłe, w jaki sposób to, co sami czytaliśmy, dalekie jest niekiedy od oryginalnego przekładu.
Brawo Agnieszko! A mi się bardzo podoba decyzja Zieleńskiego, który przywrócił "chudobę" - to słowo może i archaiczne, ale w przypadku postaci Ani zdecydowanie trafniejsze niż "mienie".
OdpowiedzUsuńTeż mnie to ujęło. Coś pocieszającego jest w tym, że późniejszych redakcjach powrócono do pierwotnej wersji...
Usuń