środa, 20 lipca 2016

Okładki „Błękitnego Zamku"


   Ponieważ ostatnio było małe co nieco z „Błękitnego Zamku”, postanowiłam przygotować galerię okładek z polskich tłumaczeń tej powieści. Oto one:

 
 
 

   Daty ukazania się trzech pierwszych wydań nie są jednoznaczne, ponieważ w egzemplarzach nie zamieszczono stosownej informacji. Katalogi bibliograficzne podają jednak prawdopodobne daty. W swoim zbiorze mam dwa egzemplarze wymienione jako pierwsze w powyższym zestawieniu. Porównując dane z Biblioteki Narodowej (BN) oraz informacje z katalogów www.worldcat.org dotyczące wydawcy i miejsca wydruku, ustaliłam, że pochodzą one właśnie z dwóch najwcześniejszych wydań: z 192? (skromna pod względem graficznym, gruba, kartonowa okładka – być może książka miała jeszcze obwolutę…; drukowana przez Sp. „Gryf”) oraz z 1926 roku (okładka miękka ze skrzydełkami; drukowana w Drukarni Krakowskiej W. Grzelak i Sp. w Warszawie). Skan okładki z trzeciego wydania został udostępniony przez BN. Wydanie to ukazało się w 1939 roku, a książka była drukowana przez Drukarnię „Linolit” w Warszawie.
   Pierwsze powojenne wydanie „Błękitnego Zamku” ukazało się dopiero w 1985 roku nakładem Naszej Księgarni. Było to uaktualnione pod względem językowym przedwojenne tłumaczenie Karola Bobrzynowskiego / Borawskiego. Przekład tego tłumacza pomijał wiele fragmentów, nie miał także zachowanego układu rozdziałów. Kolejny przekład, autorstwa Joanny Kazimierczyk, miał już niewiele wyciętych fragmentów, ale rozdziałów wciąż nie zachowano. Dopiero przekłady Jolanty Bartosik, Tomasza Tesznara i Agnieszki Kuc zbliżyły się do oryginału.


3 komentarze:

  1. Naprawdę??!! Czyli mój powojenny egzemplarz jest poplątany? Muszę zatem kupić nowsze tłumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A z którego roku jest ten egzemplarz?
    Ja lubię tłumaczenie Jolanty Bartosik. Są w nim zachowani: Valancy (dla rodziny Doss) i Barney, i kuzynka Stickles, Olive... (generalnie jestem zwolenniczką pozostawiania imion i nazwisk w oryginalnej pisowni), tytuły książek Fostera są lepiej przetłumaczone, a i żadna zagadka wuja Benjamina nie jest pominięta (choć przetłumaczona z różnym skutkiem).

    OdpowiedzUsuń
  3. To będę szukać tego tłumaczenia :) Moje wydanie jest z 1985 r. i Valancy jest w nim Joanną. Zgadzam się, ja też nie lubię zmian w imionach i nazwiskach, a czasami nawet tytułach książek, co niestety w przypadku L.M. Montgomery niejednokrotnie miało miejsce.

    OdpowiedzUsuń