Jedna z polskich okładek „Ani z Zielonego
Wzgórza” zdobyła uznanie środowisk naukowych badających spuściznę Lucy Maud
Montgomery. Grafika zdobiąca obwolutę książki została umieszczona na stronie internetowej L. M. Montgomery
Institute działającego przy University of Prince Edward Island w Charlottetown:
http://www.lmmontgomery.ca/collections/annes-world
Jest to wydanie z Naszej Księgarni, które ukazało się w
1956 roku, ilustrowane przez Bogdana Zieleńca.
W opracowaniu Textual
Transformations in Children's Literature: Adaptations, Translations,
Reconsiderations (Children's Literature and Culture), którego redaktorem
jest Benjamin Lefebvre, Andrea Mckenzie tak pisze o tej grafice:
„Dla przykładu, jedna z najbardziej znaczących
pod względem socjologicznym i kulturowym okładek, ukazuje Anię jako
pokłosie wojny. Polska okładka z wydania, które ukazało się w 1956 roku, zaprojektowana
przez Bogdana Zieleńca, przedstawia Anię zabiedzoną, odwróconą do widza plecami,
z twarzą niewidoczną, zmierzającą z płaskiego i piaszczystego –
przypominającego pustynię – pierwszego planu do ciemnego, ale wyglądającego jak
oaza, planu drugiego. Ma na sobie burą sukienkę oraz mały kapelusz i dźwiga
małą torbę. Jej chude nogi i ciało przyćmiewa krajobraz;
otaczający jej postać rysunek, który rozciąga na grzbiet i tył książki, tylko
potęguje wrażliwość i fizyczną delikatność Ani. Chociaż złagodzony przez nieznaczny
realizm, obraz ten przypomina wojenną sierotę-wysiedleńca, podróżującą z
niewielkim dobytkiem w nieznane. Na rysunku nie ma żadnej innej postaci; my,
oglądający, idziemy tuż za Anią, towarzyszymy jej ku nadziei, ale nadzieja
wciąż wydaje się krucha i słaba, jak sama Ania, jak sytuacja Europy i Polski w tym
czasie. Polska podczas Drugiej Wojny Światowej została zdruzgotana, w
Holokauście utraciła większość ze swej żydowskiej społeczności; tysiące Polaków
zginęło w obozach koncentracyjnych lub w walce. Kiedy wojna się skończyła,
Polska stała się satelitarnym państwem Związku Radzieckiego i kolejne tysiące
obywateli zostało przesiedlonych. Wiele osób utrzymywało opór wobec
komunistycznego rządu. W tym kontekście, wizerunek Ani, a nawet „dom”, do którego zmierza, są odzwierciedleniem trudnej
podróży i nikłej nadziei. Na ilustracji ten dom może wydać się
raczej ponury, ale istnieje i jest symbolem końca wędrówki, aczkolwiek Ania i
jej obserwatorzy mają jeszcze długą drogę do pokonania.”
- http://www.lmmontgomery.ca/collections/annes-world
- Andrea Mckenzie. Patterns, Power, and Paradox: International Book Covers of Anne of Green Gables across a Century w: Benjamin Lefebvre, Textual Transformations in Children's Literature: Adaptations, Translations, Reconsiderations (Children's Literature and Culture), Routledge, Nowy Jork, Londyn, 2014
- jeśli tłumaczenie kiepsko się czyta, wybaczcie - nie mam wprawy w takich tekstach ;)
Świetny temat i piękna okładka. Aczkolwiek interpretacja Andrei Mckenzie wydaje mi się trochę na wyrost i zbyt daleko posuniętą...
OdpowiedzUsuńZgadzam sie! Mialam to samo napisac.
UsuńDokładam swój głos. Odnoszę to samo wrażenie.
UsuńHmmm...ciekawa interpretacja. Myślałam, że była napisana co najmniej także w latach 50, ale ze źródła widzę, że jest całkiem nowa. Autorka mocno zagłębiła się w historię i zanalizowała temat. Myślę, że w Polsce lat 50, rysunek mógłby dotyczyć już innych tematów. Swoją drogą chciałam przeczytać co nieco o B. Zieleńcu, ale nic nie znalazłam...
OdpowiedzUsuńNatrafiłam chyba na ślad, który być może prowadzi do informacji o artyście. Jeśli coś znajdę, na pewno to opiszę.
UsuńPiękna okładka :) A tłumaczenie czyta się bardzo dobrze :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Basia.
To prawda, jest piękna! Myślę, że wśród innych edycji polskiej Ani nie ma jej równej. Dla mnie ta grafika niesie raczej optymistyczne przesłanie - oto przed Anią i tym, kto na nią spogląda, czeka Dom - upragnione miejsce na ziemi. Ania na chwilę przystanęła i przygląda się w zachwycie Green Gables, które powoli wyłaniają się zza horyzontu..., wyobraża sobie, jak Dom wygląda w całej okazałości.
UsuńPodoba mi się to, że nie widać twarzy Ani - bo to czytelnik sam musi ją sobie wyobrazić.
Ciekawe, jaki był zamysł artysty?...
Właśnie, myślę, że to klasyczny problem dogłębnego analizowania i zastawiania się "co autor miał na myśli". Stąd doszukiwanie się kontekstu w historii Polski, a intencja autora mogła być właśnie jak najbardziej prosta i oczywista. B. Zieleniec ilustrował wiele książek dla dzieci, dlatego sądzę, że Twoja interpretacja jest jak najbardziej słuszna. Widziałam tę okładkę w ostrzejszych barwach i jest o wiele pogodniejsza. Moje pierwsze wyobrażenia o Ani zrodziły się na bazie ilustracji B. Zieleńca :)
OdpowiedzUsuńChętnie poczytalabym o panu Bogdanie, największy sentyment mam do rysunku kiedy Ania z torbą siedzi i czeka na Mateusza, natomiast nadinterpretacja znaczenia okładki mocno mnie zaskoczyła
OdpowiedzUsuńMiałam tę książkę, dokładnie z tymi ilustracjami, tylko późniejsze wydanie! Oczywiście obwoluta zaginęła jako pierwsza, potem nie wróciła książka, którą komuś pożyczyłam. Wspaniałe tłumaczenie pani Janiny Zawiszy-Krasuckiej i świetne, ledwie zarysowane ilustracje Bogdana Zieleńca.
OdpowiedzUsuńZ interpretacją okładki zgadzam się w połowie, do słów "Idziemy tuż za Anią, towarzyszymy jej ku nadziei". Reszta to ideologia dorabiana na siłę.
Ilustracje B.Zieleńca są bardzo stonowane, jak i też okładka tego wydania Ani. To nie jest taka kolorowa Ania, jak może niektórzy lubią. Ania to całe bogactwo interpretacji...
OdpowiedzUsuńW tych rysunkach podoba mi się realizm postaci i sposób jego przedstawienia - tymi delikatnymi pociągnięciami. Nie znoszę nowszych ilustracji, gdzie postać Ani jest rodem z kreskówki z jakiegoś kanału tv dla dzieci...
Usuń